Dawna prasa o naszej grubie

 
6 listopad 1927 - Uczczenie pamięci bohaterskiego górnika
"Polonia" donosi, że w niedzielę, 30 października, odbyła się w kopalni Blücher w Boguszowicach, pow. rybnickiego niezwykła uroczystośc uczczenia 27-letniego górnika bohatera, śp. Pawła Kuczery, który dnia 1 września 1926 r. uratował swym towarzyszom pracy życie, tracąc przytem własne. Mianowicie śp. Kuczera obrębując na drabinie powałę komory węglowej, spostrzegł obrywanie się całego bloku kamieni zawołał przetem na towarzyszy, aby się ratowali, sam jednak nie zdążył już uciec przed obrywającemi się kamieniami i węglami, które go na śmierć zasypały.
   Rząd na wniosek Okręgowego Urzędu Górniczego w Rybniku przyznał śp. Kuczerze odznaczenie - brązowy krzyż zasługi. W zastępstwie p. wojewody wręczył to odzaczenie matce śp. Kuczery p. starosta Troska, wręczając jej równocześnie większą kwotę pieniężną. Taki sam dar wręczył jej zarząd kopalni i Wydział Powiatowy w Rybniku. W uroczystości wzięli ponadto przedstawiciele władz oraz delegaci organizacyj zawodowych i społecznych. W przemówieniach zaznaczano, że zasługi zmarłego Kuczery równe są zasługom poległych na polu chwały.

Uroczystość poprzedziła w kościele msza św. za dusze śp. Kuczery. Miejscowy ks. proboszcz w czasie kazania uczcił również zasługi bohatera - górnika. (źródło" p-226)

7 lipiec 1933 - 1500 robotników przyjęto ponownie do pracy

Po zwolnieniu aresztowanych dyrektorów kopalni ks. Donnersmarcka.
W dniu 6 lipca. zarządy kopalni puściły w ruch szyby " Blücher" w Boguszowicach oraz kop. "Donnersmarck" w Chwałowicach, przyjmując do pracy ponownie 1500 robotników.
   Jak wiadomo po zaaresztowaniu gen. dyr. koncernu ks. Donnersmarcka inż. Vogta, nacz. dyr. Buzka oraz 2 inspektorów obu zamkniętych kopalń, wyjechał prokurator S. O. w Katowicach dr Tokarski do Warszawy celem zasięgnięcia bliższych dyrektyw w sprawie losów aresztowanych. W międzyczasie nastąpiła znana interwencja ks. Donnersmarcka u wojewody śląskiego, w wyniku której wszyscy 4 aresztowani dyrektorzy na zarządzenie prok. dr Tokarskiego wypuszczeni zostali w dn. 6 bm. na wolną stopę. Gen. dyr. Vogt z powodu choroby znajdował się w domu pod dozorem. W zainteresowanych kołach tłumaczą nagłe zwolnienie dyrektorów koniecznością osobistego nadzorowania uruchomienia zamkniętych kopalń.

   W  więzieniu pozostali jedynie jeszcze gen. dyr. huty "Królewskiej" inż. Bernhard i kierownik walcowni Morcinek przeciw którym w dalszym ciągu toczy się jeszcze śledztwo. O ile chodzi o dochodzenia przeciw 4 zwolnionym z więzienia dyrektorom, to są one, jak nas informują, prowadzone w dalszym ciągu i będą oni mimo wszystko odpowiadali przed sądem za naruszenie przepisów demobilizacyjnych. (źródło: pz.210)

20 maj 1936 - Przeciw unieruchomieniu kop. „Szyby Jankowice“
Ostry protest załogi
W związku z zamierzonem unieruchomieniem kopalni „Szyby Jankowice“, 17 bm. odbyło się zebranie załogowe robotników i urzędników kopalni z udziałem przedstawicieli związków zawodowych. Po złożeniu sprawozdań przez członków rady załogowej z pobytu u Pana Wojewody dr Grażyńskiego i u Komisarza demobilizacyjncgo - sprawę zamierzonego unieruchomienia kopalni omówili sekretarze związkowi. Przemawiający w imieniu ZZZ sekretarz p. Piątek wskazał, że ten antyrobotniczy i antyspołeczny krok zarządu kopalni jest wynikiem cichej i konsekwetnie prowadzonej przez przemysł węglowy polityki koncentracji produkcji, co jest niezgodne z interesami Państwa. Mówca wezwał zebranych do solidarnej obrony zagrożonego warsztatu pracy. W toku przemówień i dyskusji padały ostre słowa rytyki pod adresem gen. dyr. zakładów Donnersmarcka p. Buzka, którego załoga czyni odpowiedzialnym za stałe pogarszanie się warunków pracy na kopalniach Donnersmarcka.
   Zebranie załogowe, które miejscami miało przebieg burzliwy - zakończyło się przyjęciem rezolucji, w której zebrani podnoszą, że wyczerpią wszelkie dopuszczalne środki walki w obronie zagrożonego warsztatu pracy, oraz, że doświadczenia z ubiegłych lat nie pozwalają im mieć zaufania do obietnicy dyrekcji, iż załoga kopalni „Szyby Jankowice“ - po ewentualnem jej unieruchomieniu - znajdzie zatrudnienie na kop. Donnersmarck. Ponadto zebrani - w przyjętej rezolucji - protestują przeciwko szykanowaniu przez zarząd kopalni członków rady zakładowej za to, że podjęli oni interwencyjne kroki u władz w obronie zagrożonego zamknięciem warsztatu pracy, który daje zatrudnienie zgórą półtora tysięcznej rzeszy pracowników. Dla skutecznei obrony interesów pracowników kopalni postanowiono stworzyć lokalną komisję międzyzwiązkową.
• • •

Nawiązując do powyższej rezolucji stwierdzić wypada, że generalny dyrektor zakładów Donnersmarcka p. Buzek rozwija niezwykle ozywioną działalność w kierunku likwidowania zakładów pracy na Śląsku, względnie pomniejszania załóg w zakładach Donnersmarcka. Zaledwie rok minął od zamknięcia huty „Guidotto“ w Chropaczowie, a już mamy nową sprawę likwidacji kopalni „Szyby Jankowice", obok niewyjaśnionej sytuacji na kopalni „Śląsk“ w Chropaczowie. (źródło: pz.201)

8 lipiec 1936 - Kopalnia "Szyby Jankowice" nie będzie zamknięta

Strajk włoski na kopalni „Szyby Jankowice“ w pow. rybnickim trwa nadal. Przed kopalnią gromadzą się tłumy kobiet i dzieci strajkujących, którzy usiłują dostarczyć strajkującym pożywienia. Podkreślić także należy niezwykłą ofiarność okolicznych gmin z miastem Rybnikiem na czele, które pośpieszyły rodzinom strajkujących z pomocą. Gminy te śpieszą strajkującym i ich rodzinom z zapomogami w formie artykułów żywnościowych. Burmistrz miasta Rybnika zarządził wydanie rodzinom strajkujących 1-razowej zapomogi pieniężnej. Także duchowieństwo nie pozostało w tvle. Księża z ks. Miczką na czele dostarczają załodze strajkującej i ich rodzinom mleka i różnych środków żywnościowych. Także i okoliczni restauratorzy oraz hotelarze zadeklarowali swój udział w niesieniu pomocy strajkującym w formie ciepłej herbaty i buljonów.
Część robotników odmawia już przyjęcia posiłków.
   Wzburzenie na kopalni jest ogromne. Delegacji robotników, która udała się do województwa, oświadczył Pan Wojewoda, że wyśle na teren kopalni bezstronnych inżynierów, którzy zbadają warunki eksploatacyjne kop. „Szyby Jankowice". Ponadto świadczył P. Wojewoda, że odrzucił wniosek dyr. kopalni Donnersmarcka o zamknięcie kopalni „Szyby Jankowice". Delegacja podziękowała P. Wojewodzie za przychylenie się do próśb strajkujących robotników.
   Wczoraj rano wyruszyło z kopalni do starostwa w Rybniku pochodem około 600 żon i dzieci strajkujących robotników. Pochód stanął przed starostwem, skąd następie udała się delegacja kobiet do p. starosty Wyglendy. Okazało się to jednak zbyteczne, bowiem nie doszło nigdzie do ekscesów. Kobiety w spokoju stanęły na ulicy, czekając cierpliwie na wynik konferencji ich delegacji z p. starostą Wyglendą. Pan starosta po wysłuchaniu kobiet oświadczył im, że co będzie w jego mocy uczyni, by „Szyby Jankowice" były nadal w ruchu, przyczem powołał się na wynik konferencji jaka odbyła się u P. Wojewody Dr. Grażyńskiego, który oświadczył delegacji Rady Zakładowej, że odrzucił wniosek dyrekcji kopalń księcia Donnersmarcka o unieruchomienie kopalni „Szyby Jankowice“. Wobec uspokajających słów p. starosty delegacja wezwała wszystkie kobiety, by w spokoju rozeszły się do domów.
W godzinach południowych przyjął p. starosta Wyglenda Radę Zakł. strajkującej kopalni i sekretarzy związków zawodowych.
Powstańcy I Peowiacy z „Szybów Jankowickich“ u p. starosty Wyglendy.

Dnia 6 bm. bawiła u starosty rybnickiego p. Wyglendy delegacja Zw. Powstańców śląskich i Peowiaków, którzy w imieniu swych strajkujących na kopalni „Szyby Jankowice“ kolegów apelował do p. starosty, by zajął się ich losem. Pan starosta Wyglenda oświadczył, delegacji, że uczyni wszystko co będzie w jego mocy. (źródło: pz.202)

9 lipiec 1936 - Okupacyjny strajk górników w Michałkowicach (?)

1000 robotników okupowało kopalnię „Szyby Jankowice", protestując w ten sposób przeciwko zamiarom unieruchomienia kopalni.
   Rybnik, 6. 7.  Skutki zagadkowej polityki właścicieli kopalń na Śląsku doprowadziły ostatnio do stworzenia niezwykle zaognionego stanu, czego powodem są liczne strajki doprowadzonych do ostateczności obawą o utratę pracy robotników.
Jako jeden z najskrajniejszych przykładów, ilustrujących aż nadto obecny stan rzeczy, jest fakt przystąpienia do strajku okupacyjnego załogi kopalni „Szyby Jankowice" w powiecie rybnickim, własność księcia Donnersmarcka.
   Już od dłuższego czasu robotnicy wspomnianej kopalni energicznie protestowali przeciw projektowanemu przez dyrekcję unieruchomieniu kopalni, którą nawet, jak krążyła wersja, miano całkowicie zatopić. W prawych umysłach śląskich górników powstał bunt. Publiczną bowiem było tajemnicą, że tłumaczenie dyrekcji, jakoby kopalnia się nie rentowała z powodu braku węgla, jest tylko politycznym wybiegiem dla dokonania zagadkowych machinacyj baronów węglowych.
   Jak nam nasz korespondent donosi, na podstawie własnych obserwacyj, potwierdzonych zresztą przez koła fachowe inżynierów, kopalnię „Szyby Jankowice" można jeszcze eksploatować z korzyścią przez kilkanaście lat. 
   Dowodem karygodnego traktowania sprawy jest fakt całkowitego unieruchomienia szybu nr. 340, który już dziś posiada swoją historię. Gdy budowano przed niedawnym czasem popularnie wśród górników zwany szyb diamentów nr. 340, stwierdzono, że posiada on wspaniałe pokłady węgla, wysokości do 9 metrów. Pobieżne tylko obliczenia wykazały, iż znajduje się tam kilka miljonów ton dobrego węgla i eksploatacja tylko tego jednego szybu mogłaby trwać kilkanaście lat.
   Niemałe tez oburzenie powstało wśród robotników, gdy pewnego dnia, na zarządzenie dyrekcji kopalni, zaniechano dalszych prac w wspomnianym szybie, a krótko potem przystąpiono do zlikwidowania tej złotodajnej żyły, zrywając co dopiero wbudowane tory dla kolejki oraz demontując wszelkie maszyny i urządzenia, jak pompy powietrzne i wodne. Dziś w tym szybie płynie woda...
   Zrozumiałe zatem były słowa oburzenia górników, wypowiadane na licznych protestacyjnych zebraniach załogi. Nie pomogły interwencje i protesty u odnośnych czynników rządowych. Dziś robotnicy, widząc, że dalsza akcja baronów węglowych zmierza bezceremonjalnie do pozbawienia ich pracy i skazania na głód i poniewierkę. Chwycili się środka ostatecznego — strajku. Bez krzyku i hałasu, prawie że niespodziewanie wybuchł strajk okupacyjny.
   Nasz korespondent, rozmawiając z jednym z kierowników kopalni w sprawie strajku, wywnioskował, ze narazie dyrekcja nie jest skłonna do jakichkolwiek ustępstw na rzecz robotników. Całkowite unieruchomienie kopalni jest już postanowione, a uruchomienie zalanego szybu nr. 340 kosztowałoby około 3 miljonów złotych, na co dzisiaj sobie kopalnia pozwolić nie może.
   Oto odpowiedź, jaką otrzymał nasz korespondent od osoby, zdaje się, najbardziej miarodajnej. Jaki koniec weźmie ta cała sprawa, narazie trudno przewidzieć, lecz nadmienić wypada, że stanowisko robotników, broniących swych praw w tej i tak już ciężkiej walce o swój byt, jest bezapelacyjnie słuszne. Mają oni za sobą niezależną opinję całej Polski, która stanowczo protestuje przeciwko machinacjom baronów węglowych, działających jawnie na szkodę interesu narodowego..

   Narazie przed zamkniętemi bramami kopalni zbierają się rodziny strajkujących, przynosząc zapasy żywności i ciepłe napoje, jak kawę i herbatę, okupującym kopalnię górnikom. Wysłany w podziemia jeden z takich transportów okupanci przyjęli, lecz niewiadomo, czy w razie oporu kierownictwa kopalni nie przystąpią do strajku głodowego.  (Piech) (żródło: pz.211)

11 lipiec 1936 - Czarna chorągiew nad kopalnią „Szyby Jankowice"

Okupujący kopalnię górnicy przystąpili do strajku głodowego— Rozpaczliwe sceny przed kopalnią.
Rybnik. (Tel. wł.) We wtorek nad wieczorem, załoga kopalni „Szyby Jankowice", wywiesiła do połowy masztu czarny sztandar. O godz. 23 ryk syreny kopalnianej oznajmił, że górnicy uchwalili głodówkę, którą rozpoczęto w środę o godz. 5 rano.
   Jak informuje „Polonja", górnicy, przysyłane im przez żony środki żywności, nie przyjmują. Równocześnie z górnikami rozpoczęły głodówkę żony z dziećmi, a nawet krewni strajkujących, którzy gremjalnie udali się do kościoła w Boguszowicach. Miejscowy proboszcz odprawił na intencję strajkujących mszę św.
Po nabożeństwie, kobiety z dziećmi udały się przed kopalnię, oblegając jej dojście. Słychać głośne szlochy, a na twarzach maluje się troska o los najbliższych. Komitet strajkowy wybrał zpośród siebie 20 ludzi, których zaopatrzył w białe opaski na rękawach i którzy pilnują, aby głodującym w podziemiach nie doprowadzono żadnej żywności.

   Jak informują, dyrekcja kopalni „Szyby Jankowice" zwróciła się do władz o dwumiljonową pożyczkę na pogłębienie szybu i w tym celu przybyła na kopalnię komisja techniczna, celem zbadania rentowności kopalni. Komisja ta w obawie, aby strajkujący nie zatrzymali jej na dolo jako zakładników, nie zjechała w głąb kopalni, lecz przeprowadzała badania na podstawie planów kopalnianych. Rezultatów badań dotychczas nie podano do wiadomości. (źródło: pz.212)

31 lipiec 1936 - Gdzie tkwią przyczyny tragedii górników

Na marginesie sprawy kopalni „Szyby Jankowice” w Boguszowicach
   Rybnik, w lipcu. Nie ubiegły jeszcze dni wyznaczonego terminu ostatecznego oświadczenia się odnośnych czynników w sprawie projektowanego unieruchomienia kopalni „Szyby Jankowice" w Boguszowicach w Rybnickiem Gwarectwie Węglowem, a już sprawdzają się wynurzenia, o których pisaliśmy w dniach 8 i 12 lipca w korespondencji, krytykującej niecne sprawki baronów węglowych na Śląsku.
Igraszki z górnikiem na Śląsku
   Osławiony i znany sferom robotniczym naddyrektor Buzek, pełnomocnik kopalń księcia von Henkel Donnersmarcka na Śląsku, już w trzy dni po zawieszeniu strajku głodowego w Boguszowicach dał się całej załodze kopalni Szyby Jankowice” tam we znaki, że kolejno zamierzał wysłać na tygodniowe bezpłatne urlopy załogę, biorącą udział w strajku okupacyjnym. Ponadto, mimo, iż komisarz demobilizacyjny nie zgodził się na całkowite zredukowanie 100 robotników i odnośny wniosek dyrekcji kopalni odrzucił, dyrekcja wspomnianej kopalni, lekceważąc wszelkie zastrzeżenia władz, samowolnie przeprowadziła redukcję, krzywdzącą w sposób niezwykły część załogi, liczącej około 1500 robotników-górników. Dalej wystano na urlop turnusowy 400 robotników i dziś już prawie oficjalnie wszystkim wiadomo, że kopalnia „Szyby Jankowice" ulegnie całkowitej likwidacji. Wspomnieliśmy w pierwszych artykułach o możności eksploatowania wspomnianej kopalni nawet przez kilkadziesiąt lat, a dziś niewiadomo, z jakich przyczyn, niszczy się tę placówkę przemysłową, by stworzyć jeszcze większe kadry bezrobotnych na Śląsku.
Upokarzający fakt
   Gdy żony strajkujących w podziemiach robotników urządziły w liczbie około 1000 marsz do starosty w Rybniku celem uproszenia interwencji, starosta powiatowy w obawie o „zakłócenie spokoju" zabezpieczył gmach policją, sprowadzoną z prawie całego powiatu. Żony śląskiego górnika z poczuciem krzywdy przechodziły przez kordon policji i tylko przez wybraną z pośród siebie delegację dały znać panu staroście, że czas zająć się losem ich biednych mężów, walczących o prawo do życia, o prawo do jak najskromniejszej egzystencji. Po załatwieniu tego posłannictwa, godziwe niewiasty w największem milczeniu rozpoczęty swoją powrotną kilkukilometrową wędrówkę do swych miejsc zamieszkania, a policja, przeznaczona do przypilnowania ładu i porządku, z podziwem dla dzielnej postawy kobiet śląskich wycofała się do lokali, przeznaczonych dla rezerwy policji, by tam w koleżeńskiej rozmowie dać wyraz swemu mniemaniu i zapatrywaniu na całą sprawę.
Odsuwana konferencja
   Zapowiedziana niedawno konferencja pod przewodnictwem p. wojewody śląskiego, dr. Grażyńskiego, i przy współudziale rady zakładowej, przedstawicieli związków zawodowych oraz komisarza demobilizacyjnego, miała zadecydować ostatecznie o losach kopalni „Szyby Jankowice" w Boguszowicach. Konferencja jednak nie doszła do skutku, ponieważ, jak oficjalnie zapowiedziano, p. wojewoda w ważnych sprawach wyjechać musiał do Warszawy. Robotnik śląski, a tem więcej ciężko doświadczony losem robotnik-górnik kopalni „Szyby Jankowice", drżący o swą egzystencję, nie widzi ważniejszych spraw ponad sprawą Jego własnego istnienia, nie może zrozumieć odsuwania terminu wyroku śmierci na warsztat pracy, który dotychczas byt żywicielem półtora tysiąca prawie rodzin.
Sprawa kopalni „Szyby - Jankowice"
   Sprawa i tak już w mniemaniu upośledzonego pracownika kopalni „Szyby Jankowice" została przesądzona. Wie on, że dyrekcja od projektu zatopienia, względnie unieruchomienia tej placówki przemysłowej, nie ustąpi. Chodzi obecnie jedynie o to, by znaleźć pracę gdzieindziej. Pociesza się co prawda załogę kopalni „Szyby Jankowice”, że zostanie uruchomiona od kilku lat nieczynna kopalnia Donnersmarck w Chwałowicach, leżąca od Boguszowic w oddaleniu 3-4 kilometrów. Czy jednak wszyscy pracownicy przeznaczonej na zagładę kopalni otrzymają pracę, należy powątpiewać, bowiem bezrobotni z Chwałowic, jak i bliższej oraz dalszej okolicy, czekają tylko, by objąć w posiadanie ten nowy warsztat pracy i odbić się za lata marnej wegetacji w szeregach bezrobotnych, żyjących z łaski funduszów bezrobocia.
Czego chce wyzyskiwany górnik
   Robotnik Śląski chce i umie pracować, lecz wyzysk i traktowanie go jako piłki, napełnionej powietrzem, a odbijanej o szerokie plecy magnatów węglowych, doprowadzić może w skutkach do niepożądanych rezultatów. Dlatego też ci, którym powierzono opieką nad dobrem społeczeństwa, w Imię dobra całej Polski powinni bezwzględnie zajęć się losem górnika na Śląsku i zbadać bezstronnie sprawę, która stanowi niejako najwięcej palącą kwestię naszego bytu państwowego W sprawach kopalń na Śląsku nie mogą decydować osoby zainteresowane, ukryci akcjonariusze ciężkiego przemysłu, lecz bezstronni, sprawiedliwi obywatele, którzy wiedzeni sensem przykazania o miłości bliźniego, rozpatrywać będą sprawę bezstronnie i bez lęku przed urojoną potęgą wielkiego kapitału międzynarodowego.
Nie przeciągać struny!
   Wiadomą rzeczą ogólnie jest, że jeszcze dziś na Śląsku żerują osobnicy, którzy pobierają po 20 i więcej tysięcy złotych miesięcznej pensji. Robotnik śląski przyzwyczaił się do tych cyfr, lecz struny przeciągać tak dalece, by pękła nie można. Już  dziś słyszy się trzeźwe głosy ostrzeżenia pod odnośnemi adresami „dotąd, a nie dalej". Dla lepszego zilustrowania, jak wygląda skrajny wyzysk górnika na Śląsku, warto się zapoznać z niżej podaną, niezwykle ciekawą statystyką.
   W latach 1922, 1923 i 1924 wydobywano przeciętnie rocznie w Rybnickiem Gwarectwie Węglowem 2.640.000 ton węgla przy zatrudnieniu w 7-u kopalniach około 28 tysięcy robotników. Obecnie w 5-ciu kopalniach (dwie unieruchomiono) wydobywa się przy zatrudnieniu około 9.000 robotników 4.890.000 ton węgla.
Fałsze o kryzysie w kopalniach
   Jak wobec tak skrajnie krzyczącej o pomstę do Boga niesprawiedliwości i wyzysku może jakakolwiek dyrekcja kopalni mówić o kryzysie? Polityka ciężkiego przemysłu idzie po linji bezwzględnego wyzysku robotnika, by więcej wypadło dywidendy przy końcu roku dla panów dyrektorów i nieludzkich inżynierów, którzy, zaprowadzając jak największą wydajność i eksploatację sił roboczych, zasługują sobie na specjalne premie w postaci tysięcy i dziesiątków tysięcy złotych. Znane są prawie wszystkim wypadki, że nowo zaangażowany inżynier umiał zredukować kilkaset robotników i osiągnąć tę sumę wydajności, co poprzednio, dlatego tylko, by samemu osiągnąć wyższą pensję i uznanie dyrekcji. Nie chcemy przytaczać statystyk zagranicznych. ilustrujących wynagrodzenie za pracę górnika w Anglji lub jakimś innym kraju, gdyż wstyd nas, że tak daleko zaszliśmy. Najwyższy czas, by gruntownie tę sprawę rozpatrzono i wreszcie zrozumiano, że krzywda, stosowana wobec robotnika-górnika śląskiego, to już nie krzywda, lecz pospolite łajdactwo.
Zdrada rzekomych obrońców robotnika
   Znamy wypadki, że ci, którzy dorwali się, jako rzekomi obrońcy pracowników, po ramionach robotniczych na wyższe stanowiska, a nawet uzyskali mandaty poselskie, dziś się tej szarej braci sprzeniewierzyli, ponieważ dziwnym zbiegiem okoliczności sami stali się akcjonariuszami poszczególnych przedsiębiorstw, względnie zajęli nietylko po jednej, ale nawet po kilka dobrze płatnych posad. Ten sam poseł, który niedawno jeszcze, jako robotnik na zebraniach skomlał o oddanie głosu na jego osobę, obecnie paraduje w drogich futrach, a swemu wyborcy podaje rękę w rękawiczce, by tylko nie zbrukać swojej zaborczej łapy.
Do kryminału!
   Otrzeźwienie przyjdzie prędzej, niżby kto pomyślał. dlatego też w interesie społeczno-państwowym leży jak najszybsze zlikwidowanie anormalnych warunków bytowania górnika śląskiego. Nie dla ludzi, broniących praworządności w Polsce, ale dla tych wszystkich, którzy może nawet stojąc na obcym żołdzie, celowo stwarzają destrukcję, a kryją się pod płaszczyk patriotyzmu, - powinny być u nas kryminały.
„Raus z pierunami"
   Sprawa kopalni „Szyby Jankowice" najlepiej ilustruje naszą bezsilność wobec magnaterii węglowej i baronów ciężkiego przemysłu. Stanowi ona charakterystyczny obrazek, ilustrujący aż nadto stosunki, panujące prawie na całym Śląsku. Jeden z górników na ostatniem zebraniu protestacyjnem załogi „Szyby Jankowice" krzyknął pod adresem dyrekcji: „raus z pierunami!" Czy nie miał racji? (PIECH)

   Już po napisaniu powyższych uwag dowiadujemy się, że na konferencjach rady zakładowej kopalni „Szyby Jankowice" w Boguszowicach, pow. rybnicki, u p. wojewody śląskiego i starosty rybnickiego, które odbyły się z udziałem przedstawicieli zwiazków zawodowych i dyrekcji kopalń ks. Donnersmarcka, uzgodniono, że załoga tej kopalni zostanie przeniesiona na kopalnię „Donnersmarck" w Chwałowicach, która zostanie uruchomiona z dniem 1 października br. Kopalnia „Szyby Jankowice" zostanie unieruchomiona dniem 1 września br., a w okresie przejściowym otrzymają robotnicy urlopy taryfowe.  (źródło: pz.213)

5 październik 1936 - Tragedja górników kopalni „Szyby Jankowice"

Kopalnia jednak zostanie zamknięta, a kilkaset robotników pójdzie na bruk - Taki sam los spotka 100 urzedników zamkniętej kopalni.
Rybnik, 3. 10, - Z dniem 1 bm. otrzymała załoga kopalni „Szyby Jankowice" w Boguszowicach, w liczbie przeszło tysiąca górników, wypowiedzenie pracy w związku z zamierzonem całkowitem unieruchomieniem kopalni ,o czem już swego czasu obszernie referowaliśmy. Cała załoga kopalni liczy przeszło 1500 górników, z których jednak pewną część dyrekcja zatrzymuje do prac likwidacyjnych, mających trwać najprawdopodobniej do 1 kwietnia 1937 r.

   Górnicy, którzy otrzymali wypowiedzenie, mają rzekomo w liczbie około 700 zostać przyjęci do pracy na kopalni „Donnersmarck" w Chwałowicach, co jednak nie zmieni tragicznej sytuacji reszty długoletnich pracowników kopalnianych, którzy dziś, z powodu niemożności uzyskania jakiejkolwiek pracy, zasilą szeregi bezrobotnych. Nie pomogły zatem strajki, zwykły ani głodowy, nie pomogły interwencje związków zawodowych, które zresztą w poważnej części się zbłaźniły, idąc na ustępstwa; zwyciężyła natomiast taktyka kombinacyjna baronów węglowych. Kopalnia „Szyby Jankowice" służyć może jako najlepszy przykład niemocy odnośnych czynników, których obowiązkiem było dbać o losy warstw ludności, które reprezentowały. Jeśli weźmiemy ponadto pod uwagę, że zwolniono także przeszło 100 urzędników kopalnianych, których w lwiej Części rzuca się na beznadziejne borykanie się z losem bezrobotnego, to będziemy mieli dokładny obraz skutków, jakie pociągnęło za sobą zamknięcie kopalni „Szyby Jankowice". (źródło: pz.214)

14 październik 1936 - O los półtora tysiąca górników

W przededniu strajku na kopalni „Szyby Jankowice”, - Co ważniejsze: dola półtora tysiąca górników, czy kombinacje niemieckich magnatów węglowych.
Rybnik, 12.10. - W dniu 15 bm., ma być ostatecznie zamknięta kopalnia „Szyby Jankowice" w Boguszowicach pow. rybnicki, gdzie przed niedawnym czasem załoga licząca przeszło półtora tysiąca ludzi, rozpaczliwie broniła tego warsztatu pracy przed zamknięciem. Strajkiem okupacyjnym a następnie - w ostatniej rozpaczy, głodowym, chciano wymóc na dyrekcji zaniechanie unieruchomienia tej placówki przemysłowej.
   Obecnie - jak nam nasz korespondent donosi - wybijają ostatnie godziny, podczas których załoga, która wszelkie obiecanki dawane, byle tylko spokój był zachowany, zawiodły, zamierza walczyć o swoje prawa. Początkowo łudzili się jeszcze górnicy „Szybów Jankowickich”, że czynniki kontrolne przewidzą grę dyrekcji kopalni, a raczej koncernu i jego politykę i przeszkodzi jej realizowaniu.
   Obiecano ulokować całą załogę na oddalonej o kilka kilometrów od Boguszowic i znajdującej się w Chwałowicach kop. "Donnersmarck" noszącej nazwisko swego właściciela, który jest także właścicielem kop. „Szyby Jankowice". Obecnie okazuje się, że zaledwie część załogi ma uzyskać pracę, reszta zaś podzieli los ludzi wiodących beznadziejny żywot bezrobotnego.
   Dotychczas pracownicy „Szybów Jankowickich" szli na wszelkie ustępstwa w przekonaniu, że ci, którzy ich uspakajali i dawali obietnice, będę konsekwentni i przyrzeczeń swoich dotrzymają. Rzeczywistość jednak zaprzeczyła tym przypuszczeniom.

   Groźba strajku na kop. "Szyby Jankowice", strajku podjętego w obronie warsztatu pracy nie jest zwykłą groźbą. W razie likwidacji załogi, wskutek czego pracę utraci niemal półtora tysiąca ludzi, kopalnia będzie terenem niespotykanej dotychczas walki, zwłaszcza, że górnicy pracujący w kopalni widzą, iż eksploatacja szybu, w którym pracują, może potrwać jeszcze kilka lat i że produkcja musi sie opłacać, gdyż ani dostęp nie jest trudny, ani węgiel zły. Górnicy coraz bardziej zastanawiają się, czy nie mają do czynienia z najzwyklejszym dumpingiem niemieckich magnatów węglowych. (źródło: pz.215)

16 październik 1936 - Gdy górnik polski płacze

Rozmowa z ludźmi, którzy są igraszką w rękach baronów węglowych
Rybnik. 14. 10. - W związku z zarządzeniem przez dyrekcję kopalni "Szyby Jankowice" w Boguszowicach świętówek, panuje nadal wśród dotychczasowej załogi, liczącej ponad 1 500 robotników wielkie oburzenie. Dla szczegółowego zapoznania się z sytuacją udał się nasz korespondent w dniu dzisiejszym osobiście na miejsce rozgrywających się faktów i to co zauważył można wyrazić w jednym słowie „rozpacz". Rozpacz o niepewność jutra odbija się w oczach ojców rodzin rozpaczają matki, że właśnie na zimę, gdy niema żadnych możliwości ubocznego zarobkowania spotyka ich taki cios.
   Zainterpelowany jeden z górników z niebieskimi plamami na twarzy, świadczącemi, że padł ofiarą wybuchu, który na szczęście, pokancerował mu tylko twarz, nie niszcząc wzroku, odpowiada, siląc się na spokój, by wstrzymać łzy:
- Panie, tak się nie postępuje z ludźmi pracy. To wstyd, to hańba naszego życia. My przecież nie żebrzemy, lecz uczciwie i ciężko pracujemy na ten marny kawałek chleba, bo prawdę mówiąc przy licznej rodzinie, to i na omastę nam zarobki nie starczą. A Jednak chcemy pracować, by nie dzielić losu kolegów, którzy od kilku lat nie mają pracy. Stali się innymi ludźmi, zatracili własny honor i idą, jak żebracy, po zapomogi lub odrabiają zamiataniem ulic te dotacje.
  Skargą naszego rozmówcy jesteśmy wstrząśnięci do głębi. Wyobraźcie sobie górnika, który płacze, ponieważ odbierają mu warsztat pracy, ten podziemny świat bez słońca, zdradziecki na każdym kroku, a jednak ukochany, dlatego, że daje chleb.
Opuszczamy zacnego człowieka i dobrego obywatela, by przyłączyć się do innej, grupy ludzi żywo dyskutujących o swojej nieszczęsnej doli.
   Sytuacja jest naprawdę rozpaczliwa. Przeszło 1000 ludzi zasili kadry bezrobotnych. Żywo dyskutujący górnicy wspominają dawne czasy, gdzie nie było takiego „ferderunku" (obowiązkowa norma dziennego wydobycia węgla) przy lepszej zapłacie. Przed 5 laty na przykład załoga grupowa, składająca się z rębacza, jednego ucznia i dwóch sypaczy, względnie ładowcy, wydobyła dziennie 35 do 40 wózków węgla po 12 centnarów każdy. Obecnie zaś ta sama grupa musi wydobyć 70 do 80 wózków po 15 centnarów każdy, czyli przeszło raz tyle. Oczywiście trzeba tu uwzględnić postęp techniki, różne ulepszenia i t p., lecz nigdy one nie równoważą różnic, gdy chodzi o wykorzystanie sił roboczych dawniej i dziś.
   Jeśli chodzi o wynagrodzenie to dawniej czyli przed 5 laty pomocnik rębacza otrzymywał do 16 złotych na szychtę a dziś zaledwie 8 złotych. Wynika z tego, że górnik na Śląsku jest na każdym kroku wyzyskiwany i twierdzenie poszczególnych dyrekcyj kopalń o nierentowności przedsiębiorstw jest mylnem, dogadzającym jedynie kombinacjom i planom baronów węglowych.
   W toku dalszej rozmowy z najwięcej miarodajnymi w tej sprawie osobami, bo zainteresowanymi górnikami, dowiadujemy się, że od kilku lat prowadzi się na kopalniach niezwykle finezyjną politykę jak najskrajniejszego wyzysku sił roboczych przez obłudne granie na ambicji górników. Dla przykładu zilustrujemy to praktycznie. Przypuśćmy, że na danym odcinku grupa, składająca się z czterech górników, ma dziennego wydobycia 50 wózków węgla. Tę normę utrzymuje wspomniana grupa przez kilka dni. Kierownictwo techniczne zmienia raptem tych ludzi i przydziela na ten sam odcinek czterech nowych, którym oświadcza, że poprzednicy zostali dla tego usunięci, gdyż wynik ich pracy był niedostateczny i najprawdopodobniej zostanę całkowicie zwolnieni. Nowa grupa, po pierwsze tak postraszona, a po drugie połechtana na ambicji przez kierownika, który mówi „No chłopy, wy chyba pokażecie, jak się pracuje, mam do was zaufanie, i wiem, że pragnęlibyście pracować u nas aż do emerytury", bierze się z niezwykłą energją do roboty, by przypodobać się kierownikowi. .
   Górnicy zwykle w takich momentach nie liczę się z siłami i koniecznością odpoczynku, dobre, ale obłudne, słowo kierownika działa, jak środek wzmacniający i wynik ... dzienne wydobycie 60 wózków czyli o 10 więcej na tym samym odcinku w tych samych warunkach pracy. Norma ta oczywiście musi być utrzymana przez kilka dni, a wtedy znów według uznania kierownika występuje na widownię nowa grupa, otumaniona pięknemi słowami, daje ze siebie wprost nadludzkim wysiłkiem rekordowy wynik pracy, i ten już potem obowiązuje. Kto mniej wydobędzie, ten jest kiepskim pracownikiem.
   Oczywiście taki system pracy działa fatalnie na stan zdrowotny górników, którzy po tem wszystkiem zapełniają szpitale kopalniane, lecznice Spółki Brackiej, gdzie litościwy lekarz przypisuje specjalną bardzo pożywną djetę i wyniszczone organizmy doprowadzą do jakiego takiego stanu poprawy.
   Walka o kopalnię „Szyby Jankowice" jeszcze się nie skończyła i niewiadomo jaki będzie miała finał, lecz w imię sprawiedliwości należałoby w jak najkrótszym czasie zrewidować warunki pracy górników na całym Śląsku, nie w obecności kierowników i dyrektorów kopalń, lecz na zebraniach załogowych i trochę więcej dawać wiary związkom zawodowym.
   Zainterpelowany w dniu dzisiejszym jeden z sekretarzy związku zawodowego tak się sytuacją swych członków na kopalni „Szyby Jankowice" przejął, że usiłował popełnić samobójstwo. Trudno patrzeć obojętnie na krzywdę, jaką wyrządzono przeszło 1000 górników i ich 1000 żonom i 5000 dzieciom.

Na razie podajemy tych kilka faktów i momentów, lecz nie omieszkamy w najkrótszym czasie do tego tematu powrócić i wskazać drogę wyjścia z tragicznej sytuacji górników. Oczywiście akcję trzeba będzie rozpocząć od ukrócenia swawoli magnaterii węglowej.  (PLECH)  (źródło: pz.215)

2 listopad 1936 - Niezadowolenie rzeszy górniczej

Taktyka baronów węglowych - Jak się górnikom przydziela pracę - Protekcje wobec członków organizacyj niemieckich - Czas przerwać milczenie.
   Rybnik, 2.11. - Wśród rzeszy górniczej w związku z unieruchomieniem kopalni „Szyby Jankowice" w Boguszowicach panuje ogromne przygnębienie i niezadowolenie, które pogłębia fakt, że dotąd komisja bezstronnych fachowców - inżynierów, mimo przyrzeczenia, złożonego przez czynniki urzędowe, nie zbadała możliwości eksploatacyjnej kopalni. Przyrzeczenie to uważa się obecnie za zwykły manewr, który miał uspokoić niezadowolonych górników.
   Górnicy twierdzą, że już przed trzema laty dyrekcja tej ważnej placówki przemysłowej na Śląsku postanowiła kopalnię uruchomić, gdyż od tego mniej więcej czasu zaprzestano czynić jakiekolwiek inwestycje w kopalni. Poza tern twierdzę oni, że wskutek tendencyjnych pociągnięć dyrekcji, w ostatnim czasie zdarzyły się wypadki zwrotu nieraz kilkunastu wagonów węgla, który był źle wysortowany i mało wartościowy. Miało to wytworzyć przekonanie, iż węgiel na kopalni „Szyby Jankowice" staje się w miarę dalszego wydobywania mało wartościowy, także z tego powodu, że urządzenie kopalni nie jest dostosowane technicznie do spełniania swoich zadań. Zdaniem górników w kopalni „Szyby Jankowice" znajdują się jeszcze olbrzymie złoża węgla pełnowartościowego.
   Polityka dyrekcji kopalni zmierza do tego, że za 2 lub 3 lata także uruchomiona niedawno kopalnia „Donnersmarck" zostanie zamknięta. Sprawą tą winien szczególnie zainteresować się urząd górniczy, który rychło stwierdziłby rabunkową gospodarkę baronów węglowych tak w kopalni „Szyby Jankowice" jak i w kopalni „Donnersmarck”.
   Wyzysk, stosowany przez baronów węglowych, zasługuje na tem większe potępienie, że właściciele kopalń prowadzili jedynie politykę wyciągnięcia jak największych kapitałów z kopalni, przy jak najmniejszych kosztach. Wskazuje na to także fakt, że w ostatnich latach dyrekcje kopalni nie dały się nakłonić do wprowadzenia nowoczesnych urządzeń, któreby choć w części ułatwiły górnikom ich niezwykle ciężką pracę. Istnieje co prawda w miejscowości Rydułtowy (pow. rybnicki) podwójny, nowocześnie urządzony szyb, jednak kopalnia ta jest od przeszło 10 lat nieczynna.
   Wielkie niezadowolenie wywołuje na marginesie tragedii jankowickiej także fakt przydzielania górnikom pracy. Donosiliśmy w swoim czasie o systemie protekcyjnym, jaki się przy rozdziale pracy stosuje. Obecnie mamy do zanotowania nowy fakt wyrzucenia z pracy: w kopalni „Donnersmarck" dwóch górników, przeniesionych tam z kopalni „Szyby Jankowice" w dniu 2 października br. Górnicy ci: Franciszek Brudny ze Świerklan i Karol Kuś z Boryni, posiadający liczne rodziny, ochotnicy powstań śląskich, a poza tem bardzo ubodzy ludzie, usunięci zostali z pracy, a w ich miejsce przyjęto dwóch górników, których stan majątkowy zupełnie nie wymagał tego, aby dla podtrzymania egzystencji musieli zabierać biedakom zarobek na chleb codzienny.
   Stwierdza się także, że do pracy na kopalni „Donnersmarck" przyjęto kilkuset członków organizacyj niemieckich jak „Volksbund", „Jungdeutsche Partei", „Gewerkschaft Deutscher Arbeiter in Polen", podczas gdy dziesiątki i setki górników Polaków znajduje się bez pracy i chleba.

   Jako dalszy obrazek, ilustrujący samowolę wpływowych osób, służyć może sprawa skreślenia dwóch powracających z urlopu turnusowego górników z listy osób, mających przystąpić do pracy. Skreślenia tego dokonał naczelnik  gminy w Radlinie, p. Brandys, wbrew zarządzeniu wydziału Opieki Społecznej, który przyjął do pracy dwie inne osoby. Wszystkie te sprawy wymagają wglądu kompetentnych czynników i rychłego załatwienia po myśli słusznych żądań górników. (źródło: pz.217)

4 listopad 1936 - W sprawie zwolnienia rady zakładowej kop. "Szyby Jankowice"

U inspektora pracy inż. Oszakiewicza w Rybniku odbyła się konferencja przedstawicieli związków zawodowych w sprawie nieprawnego zwolnienia z pracy członków rady zakładowej na kopalni "Szyby Jankowice". Związek ZZZ. reprezentował p. sekr. Pielczyk, kopalnię "Szyby Jankowice" p. inż. Salomon. Sprawa przedstawia się następująco: W związku z unieruchomieniem kop. "Szyby Jankowice" dyrekcja kopalni zwolniła z pracy także członków rady zakładowej. Krok ten spotkał się ze sprzeciwem związków zawodowych, bowiem na wspomnianej kopalni znajduje się jeszcze załoga konserwacyjna. Przedstawiciel kopalni inż. Salomon opierał się na rzekomych notatkach Komisarza demobilizacyjnego, że agendy rady zakładowej kop. "Szyby Jankowice" obejmuje rada zakładowa sąsiedniej kopalni "Donnersmarck". Dodać należy, że dyrekcja kopalni samowolnie rozwiązała radę zakładową kop. "Szyby Jankowice", co jest sprzeczne z ustawą o radach zakładowych, która mówi w artykule 74, że "rada zakładowa nie może być rozwiązana przed upływem jej kadencji". W sprawie tej odbędzie się ponowna konferencja u inspektora pracy w dniu 7 listopada, bowiem pierwsza konferencja nie dała rezultatu.   (źródło: pz.203)

13 luty 1937 - "Szyby Jankowice" powiększają załogę

Jak się dowiaduje nasz korespondent rybnicki, kopalnia "Szyby Jankowice" w Boguszowicach. która ostatnio skazana była na zamknięcie powiększa swoją załogę o 200 ludzi. Dyrekcja kopalń księcia Donnersmarcka zdecydowała się na przyjęcie wymienionej liczby robotników na kopalnię "Szvby Jankowice" z powodu poprawy koniunktury. Wiadomo, że sąsiednia kop. "Donnersmarck" w Chwałowicach pracuje ostatnio bez przerwy (w niedziele i święta) nie mogąc podołać zamówieniom. Wieść o przyjmowaniu ludzi na kop. "Szvby Jankowice" przyjęła okoliczna ludność z wielką radością.   (źródło: pz.204)

17 luty 1937 - Kopalnia „Szyby Jankowice" czynna!

Do pracy przyjęto dotąd około 650 górników
Rybnik, 15. 2. - Obszernie opisywaliśmy swego czasu głośno sprawę unieruchomienia kopalni „Szyby Jankowice” w Boguszowicach, kiedy to 1600 ludzi załogi mimo przeprowadzenia strajku okupacyjnego straciło pracę.
   Obecnie ze względu na dobrą koniunkturę, kierownictwo tej kopalni będącej własnością von Henckel-Donnersmarcka postanowiło ponownie kopalnię uruchomić. Już od 6 tygodni przyjmowano do pracy po kilkudziesięciu robotników co parę dni, tak że liczba zatrudnionych wzrosła do 400.
   W dniu 12. bm. wpłynął do biura opieki społecznej w Rybniku nowy wniosek o przydzielenie tej kopalni dalszych 250 robotników. Oczywiście, że w związku z rozpoczęciem prac panuje wśród rzeszy niedawno pozbawionych chleba górników ogólne zadowolenie ponieważ - jak należy przypuszczać  kop. „Szyby Jankowice” ruszy znów pełną parą do eksploatacji.
   Reasumując powyższe, zmuszeni jesteśmy podkreślić iż nasze twierdzenia o niesłusznym zamknięciu tej kopalni były uzasadnione. Nigdy nie dawaliśmy wiary twierdzeniu kierownictwa kopalni, jakoby zastawienie tejże placówki przemysłowej było konieczne z względu na brak odpowiednich pokładów węglowych.

Obecnie okazuje się, że węgla jest dosyć. Co więc miało znaczyć zamknięcie kopalni? (źródło: pz.218)

23 październik 1937 - Przyszłość kopalni - troską robotników

 
Reportaż oryginalny "Polski Zachodniej" z kopalni „Szyby Jankowice”.
 
Przebrałem się wcześniej od moich towarzyszów. W wilgotnym, silnie opiętym kombinezonie i w ciężkim kapturze czuję się zupełnie swobodnie. To już nie pierwsze niezapomniane zetknięcie się z kopalnią i nie pierwsze w życiu przebieranie się w strój górniczy, z uśmiechem na ustach i przyśpieszonym biciem serca! Walę gumowymi buciorami w kamienną posadzkę korytarza łazienki, przytukuję do taktu "ciupagą" kopalnianą i udaję wielkiego, odważnego zucha. Ale to dopiero dziś, gdy w rachunku swojej przeszłości zawodowej mam już kilkadziesiąt zjazdów w podziemia. Nie stanowi mi już żadnej różnicy czy klatką zjadę z szybkością 8 czy 18 metrów na sekundę lub też - czy zjeżdżam sto metrów na dół czy sześćset. To są detale. Sprawy zupełnie obojętne. Uśmiecham się tylko, gdy przypomnę sobie mój pierwszy w życiu zjazd. Imponowało mi wszystko - i ubiór górniczy, i lampa karbidowa, i otoczene górników. I to, że jednocześnie gdy już byłem w klatce, miałem szczerą ochotę ... drapnąć! Przed zjadem na dół na kopalni "Szyby Jankowice" w Boguszowicach, przypomniałem sobie właśnie mój "chrzest górniczy" z przed półtora roku. Poczułem dreszczyk na plecach. Ale oczywiście, to nic nie znaczy. Walę jeszcze mocniej swoimi buciorami w ziemię i „dodaję sobie ducha"...
Wszystkiemu zawinił właściwie jeden z inżynierów, który zawcześnie poinformował mnie. że "Szybv Jankowice" - to kopalnia gazowa. Gazy! Największe niebezpieczeństwo górnika. Niewidzialny bożek śmierci. Który mści się za rabowanie podziemnych skarbów..
Czekam na przebierających się inżynierów. Grzebią się długo. Tymczasem kąpielowy, łysy i spocony grubasek w białym fartuchu, zwierza mi się z żalów. Mówi szeptem. Rozgląda się. Żeby nikt z "władzy" nie usłyszał.
- Źle jest z nasza kopalnią - mówi.
- O, zanosi się na zupełne zamknięcie. - Wiecie panie, tutaj wszyscy robotnicy i sztygarzy mówią, że chcą nas skrzywdzić. Właśnie ci, co rządzą rozdziałem węgla w Polsce, traktują "Szyby Jankowice" tak, jakby to nie była kopalnia, ale tylko jakaś piwniczka węglowa. Nie chcą wcale przyznać nam - jak to nazywają nasi panowie - licencyi. Powiadają, że bieda wcale jeszcze nie skończyła się i mówią, żebyśmy zamknęli kopalnię, skoro ona i tak jest prawie zamknięta.
- Jak to zamknięta? - pytam, - Przecież pracujecie.
- No taka praca!
Łysy, spocony grubasek rozkłada szeroko ręce i kiwa przecząco głową z grymasem na twarzy. Opowiada: Kopalnia "Szyby Jankowice" nie pracuje, tylko "zipie". Od unieruchomienia zakładu 1 października ubiegłego roku, kopalnia jest zasadniczo tylko w stanie konserwacji. Poza tym, wydobywa resztki z poziomu 250 metrów, resztki, które kończą się ostatecznie.. Właściwy poziom, który winien ruszyć pełną parą, to szyb 340 metrów. Ale jest on zatopiony. Pod wodą utrzymywany jest w stanie konserwacji.
Mój, rozmowny kąpielowy jest doskonale zorientowany w sytuacji kopalni. I mówi o tych żalach z miną na twarzy tak troskliwą, jakby był conajmniej udziałowcem tej kopalni!
   - Był tutaj u nas naczelny dyrektor zakładów Donnersmarcka p. inżynier Buzek - opowiada dalej. - To jest taki swój człowiek, co z kazdym robotnikiem pogada, każdemu poda rękę i pośmieje się z ludźmi. To on i ze mną rozmawiał i mówił mi, że nie dopuści do tego, żeby "Szyby Jankowice" zostały zamknięte. Powiadał, że teraz pieniędzy przybyło trochę i dlatego będzie można, w razie czego, robić na zawał. Ale to nie daleko na tym zajedziemy. Najwyżej do marca.
   Moi towarzysze wyszli z łazienki. W lampowni zaopatrzono nas w lampy elektryczne, wielkie i ciężkie. Jeden z inżynierów powiedział mi że każda taka lampa kosztuje 250 złotych!
Zjechaliśmy na dół. Wąskim tunelem dochodzimy do niezwykle charakterystycznego filaru. Ponieważ pokłady w tym poziomie uwarstwione są bardzo pochyło, strop i ocios filaru schodzą się na środku, u góry, w formie silnie nachylonego dachu. Filar ogromny. Pracuje na nim kilkanaście osób. Na stemplach wiszą w kilku miejscach lampy badawcze. Urobek odsyłany jest tutaj nie rynnami potrząsalnymi, ale kanałami idzie do zbiorników i następnie stąd - wózkami do klatki.
   Praca na filarze ustała przy nas. Górnik, czarny, bez koszuli, błyszczący w pocie, podszedł do inżyniera, delegowanego z naczelnej dyrekcji. Dialog, ciekawy, charakterystyczny, przeprowadzony między tym górnikiem a inżynierem, postaram się oddać najwierniej.
Górnik: - Panie inżynierze, czy jest może wiadomość o przydziale licencji?
Inżynier: - Niestety, narazie nic nie wiemy.
Górnik: - Ja tak myślę że w rozdziale kontyngentów musi być stosowana jakaś polityka wyższa i niezrozumiała dla robotników.
Inżynier: - Kto wie, może pan i trafnie myśli?...
Górnik: - No, jeżeli "Szyby Jankowice" zostaną zamknięte, to będzie największa krzywda, wyrządzona robotnikom, kopalni i całym Boguszowicom. Przecież teraz jest koniunktura. A u nas juz rok trwa czekanie na przydział kontyngentów.
   Byłem zdumiony. Zestawiłem sobie zaraz tych obu ludzi: górnika i kąpielowego i pomyślałem: przeciez oni o jednym tylko myślą. Najciekawsze i do pewnego stopnia wzruszające nawet jest to, że sprawami, które zasadniczo rozstrzygane są w salach konferencyjnych, przy stołach nakrytych zielonym suknem, interesują się tak żywo zwykli pracownicy kopalni. Świadczy to przede wszystkim o przywiązaniu człowieka do swego zakładu pracy i o wyraźnym rozumieniu potrzeb i niedomagań tego zakładu.

   Istotnie, kopalnia "Szyby Jankowice" nie ma żadnego udziału w dzisiejszej koniunkturze. W roku najlepszej prosperity - 1929 kopalnia zatrudniała przeszło dwa tysiące robotników. Wydobycie wynosiło wtedy 780 tysięcy ton. Obecnie załoga składa się z 640 ludzi. Smutna kopalnia. Autor: Wacław Śledziński.   (źródło: pz.205)

16 luty 1938 - Wiec protestacyjny przeciwko unieruchomieniu kopalni "Szyby Jankowice" i zwolnieniu robotników z kopalni "Donnersmarck"

W ubiegłą niedzielę odbył się w Boguszowicach wielki wiec górniczy, zwołany przez Zarząd Okręgowy Zjednoczonych Związków Zawodowych w sprawie unieruchomienia kopalni "Szyby Jankowice" i zwolnienia 450 robotników z kopalni "Donnersmarck" w Chwałowicach.

   Wiec, na który zjechało około 1000 osób z Boguszowic i wszystkich okolicznych gmin stał się wielką manifestacją świata robotniczego przeciwko zamierzeniom dyrekcji wspomnianych kopalń. Po przemówieniach przedstawicieli Związków Zawodowych z ramienia ZZZ zebrani ostro zaprotestowali przeciwko pozbawieniu chleba kilkuset robotników, wykazując bezpodstawność motywów podanych przez dyrekcję i domagają się interwencji odnośnych władz w tej sprawie. W wyniku dyskusji uchwalono jednogłośnie odpowiednią rezolucję.   (źródło: pz.206)

15 lipiec 1938 - Uroczyste poświęcenie sztandarów organizacyjnych oddziałów Polskiego Związku Zawodowego Górników ZPZZ w Boguszowicach i Czernicy.

Górnicze miejscowości w pow. rybnickim - Boguszowice i Czernica - przeżyły ostatnio piękne uroczystości, których przebieg na długo pozostanie w pamięci uczestników. Uroczystości wspomniane związane były z poświęceniem sztandarów organizacyjnych oddziałów Polskiego Związku Zawodowego Górników ZPZZ w Boguszowicach i Czernicy. Oba oddziały nie chciały pozostać w tyle za oddziałami, które już posiadają sztandary i uczyniły wysiłek uwieńczony powodzeniem. W uroczystości w Boguszowicach, pomimo ulewnego deszczu uczestniczyła gromada górnicza nie tylko z Boguszowic i okolicy najbliższej, ale także z dalszej okolicy. Naprzykład z Nowej Wsi górnicy i ich rodziny przybyli wozami w pokaźnej liczbie, przebywając kilkadziesiąt kilometrów. Przebieg uroczystości miał piękny i podniosły charakter. W pochodzie, który rozwinął się długim wężem, niesiono liczne sztandary tak związkowe, jak i bratnich organizacyj. Pochód poprzedziła orkiestra górnicza kop. "Ignacy". W uroczystości wziął także udział starosta rybnicki p. Wyglenda.
   Poświęcenia sztandaru dokonał proboszcz parafii boguszowickiej w czasie uroczystego nabożeństwa. Po uroczystości kościelnej oficjalna część tejże odbyła się w pięknie przyozdobionej sali p. Węgrzyka, gdzie pierwszy powitał p. starostę Wyglendę, przedstawicieli zarządu głównego Związku w osobach pp. Grzelaka, Ochmana i Brzószczaka, oraz gości i uczestników sekr. okr. mgr. Mrowiec. Z gości pierwszy przemówił p. starosta Wyglenda, który podkreśliwszy ofiarny udział robotnika śląskiego w walce o utrzymanie polskości Śląska i w walce wyzwoleniowej, polskości Śląska i w walce wyzwoleniowej, podniósł konieczność żywego udziału robotnika w pracach nad mocarstwową rozbudową Polski, co jedynie może zapewnić krajowi należyty rozwój gospodarczy i zapewnić robotnikom ciągłość pracy. Przemówienie p. starosty uczestnicy nagrodzili rzęsistymi oklaskami. Z kolei przemówił przedstawiciel zarządu głównego p. Seweryn Grzelak, który wspomniawszy na dokonane połączenie się oddziałów rybnickich ZZZ z oddziałami Zjednoczenia Polskich Związków Zawodowych i wskazawszy na konieczność dalszego zespalania sił polskiego robotnika pod białoczerwonymi sztandarami, wezwał zebranych do usilnej pracy nad dalszą rozbudową górniczej organizacji ZPZZ. Po przemówieniu sekretarza związkowego p. Jana Piątka, który przedstawił zebranym rolę robotnika polskiego w skali państwowej — uczestnicy uroczyście przyjęli rezolucję, w której potępiają napaści działaczy ruchu klasowego na ZPZZ i jego działaczy. W rezolucji tej zebrani stwierdzili, że odpowiedzią na te niecne napaści socjalistów będzie właśnie wzmożona agitacja członków ZPZZ za należeniem robotnika polskiego do organizacji, która ma wyraźny narodowy i państwowy charakter i program. Oszukaństwu socjalistów członkowie ZPZZ wydają bezwzględną walkę właśnie w interesie robotnika polskiego. 

   Po zakończeniu oficjalnej części uroczystości zarząd oddziału w Boguszowicach z prezesem p. Wilhelmem Kulą podejmował gości obiadem, w czasie którego przemawiali i składali oddziałowi życzenia p. St. Brzószczak imieniem oddziału Nowa Wieś, p. inż. Motyka z kopalnianego oddziału Nowa Wici, p. inż. Motyka z kopalni „Szyby Jankowice“, p. Sobik, kom. pow. Zw. Powst. Śl., oraz mgr. Mrowiec. Na zakończenie uroczystości odbyła się zabawa taneczna, która upłynęła w miłym i radosnym nastroju.   (źródło: pz.207)

16 wrzesień 1938 - O radę zakładową na kop. "Szyby Jankowice"

Na wniosek sekretariatu okr. Z. P. Z. Z. W Rybniku odbyła się w inspektoracie pracy w Rybniku konferencja, na której omawiano sprawę powołania do życia osobnej rady zakładowej dla kop. "Szyby Jankowice" w Boguszowicach, ponieważ dotychczas rada taka istnieje wspólnie z kop. "Donnersmarck" w Chwałowicach. Przedstawiciel zakładów księcia Donnersmarcka z Świętochłowic oświadczył, iż w tej sprawie będzie można zadecydować po upływie 3 do 4 miesięcy, kiedv sytuacja gospodarcza na kop. "Szyby Jankowice" ustabilizuje się. Gdy tylko w tym okresie produkcja nie ulegnie zmniejszeniu, to będą w wyznaczonym czasie rozpisane wybory dla stworzenia osobnej rady zakładowej.  (źródło: pz.208)

23 kwiecień 1939 - Członek "Jungdeutsche Partei" skazany za defraudację 100.000 zł na szkodę kop. "Szyby Jankowice"

Na wokandzie Sądu Apelacyjnego w Katowicach znalazła się wczoraj sensacyjna sprawa przeciwko kasjerowi kopalni "Szyby Jankowice" w Boguszowicach - Brunonowi Arndtowi.
Arndt jako kasjer kopalniany dokonał w czasie od 1927 do 1938 roku szeregu malwersacyj, sfałszował kwity i księgi handlowe, zniszczył odpowiednie podkładki dowodowe i wreszcie pływłaszczył sobie 100 000 zł. Merę wykryto w następujący sposób. W dniu 22 lipca ub. roku mieszkający ponad lokalami kasowymi nadinspektor górniczy Taubner zauważył w swym pokoju dym, który uchodził z biur mieszczących się na parterze.
   Niezwłocznie posłano na parter kilku strażaków kopalnianych, którzy napotkali o godz. 6.15 oskarżonego Arndta, który zajęty był „przeglądaniem" ksiąg kasowych. Tak wczesna pora zdziwiła wszystkich tym więcej, że zwykle Arndt znacznie później rozpoczynał urzędowanie. Z ogniotrwałej kasy unosił się dym. Kasę otwarto i stwierdzono, że tleją w niej księgi handlowe i teczki z kwitami oraz rachunkami. Przeprowadzono natychmiast badania ksiąg i stwierdzono. że brakuje w kasie 100 tysięcy złotych. Ponadto stwierdzono, że Arndt zalegał z raportami miesięcznymi od trzech miesięcy. Badanie stanu kasy wykazało że fałszerstwa Arndta ciągną się od roku 1927.
Porównanie głównej księgi kasowej w dyrekcji kopalni z księgą, prowadzoną przez Arndta wvkazało, że po odliczeniu brakujących 100 000 zł wszystkie inne pozycje się zgadzają. Czy prędzej czy później sprawki kasjera by się wydały, ponieważ zaprowadzono nową księgowość kasową z miesięcznvmi raportami, których jednak Arndt nie mógł wykonać i zwlekał z ich przesłaniem do centrali. Po wykryciu niedoboru Arndt zgłosił się jako chory i przebywał kilka dni w lecznicy Spółki Brackiej w Rybniku, a następnie został przesłany na tygodniową obserwację do miejscowego zakładu psychiatrycznego, gdyż udawał obłęd. Orzeczenie lekarzy wypadło na niekorzyść defraudanta.
   W listopadzie Arndt stanął przed Sądem Okręgowym w Rybniku i w wyniku rozprawy został skazany na 2 i pół roku bezwzględnego więzienia, oraz na 300 zł grzywny.
Na wczorajszej rozprawie apelacyjnej defraudant twierdził. że brak gotówki można sobie tłumaczyć błędami buchalteryjnymi. Do wzniecenia pożaru w kasie również się nie przyznał, oświadczając, że często bvł sam w kasie to mógł w inny sposób dokumenty usunąć. Oskarżony usiłował grać rolę niewinnego baranka. Sąd poznał się jednak na komedianckiej grze oskarżonego i zatwierdził wyrok w pierwszej instancji w całej rozciągłości.
Na marginesie sprawozdania wypada zaznaczyć, że Arndt jest gorliwym działaczem "Jungdeutsche Partei".  (źródło: pz.209)

1 listopada 1949 - Trybuna Robotnicza

1 marca 1976 - Trybuna Robotnicza

7 września 2000 - Trybuna Górnicza

8 marca 2001 - Trybuna Górnicza

18 października 2001 - Trybuna Górnicza

5 listopada 2001 - Trybuna Górnicza

2 kwiecień 2002 - Trybuna Śląska

25 lipca 2002 - Trybuna Górnicza

7 listopada 2002 - Trybuna Górnicza