Twórczość Reginy Sobik z Jankowic

tedd55 pt., 10/23/2015 - 15:05

Regina Sobik żyje i tworzy w cieniu naszej gruby, bo w Jankowicach. Jest poetką i bajkopisarką, a swoje wiersze i opowiadania pisze zarówno w języku literackim, jak i w gwarze śląskiej. Ulubione jej tematy to bajki i opowiadania dla dzieci, religia, przyroda i ziemia ojczysta.
Jak podaje Agencja Reklamowo-Wydawnicza Vectra: "Jej droga do poetyckiej twórczości rozpoczęła się przed kilkoma laty. Była niespodziewana i przypadkowa. Talent rozwijał się jednak zaskakująco szybko. Rosło uznanie znaczone wieloma sukcesami."
Oto tylko niektóre osiągnięcia Pani Reginy.

  •  II miejsce za tekst piosenki poświęconej Edmundowi Strzeleckiemu na Mound and Mount festiwal Kosciuszko w Australii - 2008.
  •  Napisanie tekstu Hymnu dla Zwycięzcy biegu na Górę Kościuszko na festiwal K”OZZIE FEST w Australii, który doczekał się 3 różnych wykonań - 2010.
  •  Dwukrotne zdobycie I miejsca za wiersze tematyczne konkursie poetyckim W cieniu Lipy Czarnoleskiej - 2010.
  •  III miejsce (2010), 2 miejsce (2011) i 2 miejsce w 2012 roku za wiersz w „Industriadzie” Szlakiem Zabytków Techniki w Konkursie Sztuki Nieprofesjonalnej w Strumieniu.

Wydała 2 tomiki wierszy "Jest takie miejsce" i "Nasze małe Ojczyzny" oraz płytkę z bajkami dla dzieci "W Jankowickim lesie". Jest współautorką kilku Almanachów poetyckich wydanych przez Wydawnictwo Macieja Apostoła w Tarnowskich Górach. Jest również autorką tekstów kilkunastu piosenek, m.in. dla znanego Zespołu Karolinki.
Z jej wierszami, bajkami można zapoznać się na wielu stronach www, w tym gazety internetowej "SlonskoZiymia", której jest Redaktorem Naczelnym. Jest to gazeta przeznaczona dla wszystkich Ślązaków rozsianych po całym świecie.
Szkoda, że w zbiorach twórczości Pani Reginy znajdujemy tylko jeden utwór opisujący naszą grube "Jankowice" i to niedosłownie. Chodzi o wiersz "Przewrotny los", wspominający dzieje szybu VI i Studzienki Jankowickiej w Marklowicach.
Utworów o tematyce górniczej, o św. Barbarze i Śląsku znajdziemy o wiele więcej.

Dzisiaj tj. 13 stycznia 2015 r. kiedy to górnicy na całym Śląsku protestują przeciwko zamykaniu kopalń otrzymałem list od Pani Reginy o treści: "W związku z ostatnimi wydarzeniami na Śląsku mam wiersz, który w sam raz pasuje do obecnej sytuacji. Wiersz ten został napisany parę lat temu, ale jest nadal aktualny. Jego tytuł to "Łzy św.Barbary", a mówi o zamykaniu kopalń. Tuż po napisaniu tego utworu, zgłosił się do mnie Pan Piotr Majnusz z Michałkowic i zaproponował dopisanie refrenu oraz melodii i tak powstała piosenka. "Łzy św. Barbary" w wykonaniu Pana Majnusza były przebojem w Radiu Piekary na Dzień Górnika '07. W 2012 r. podczas Dni Kultury Śląskiej w Brukseli, Pan Piotr Majnusz zaśpiewał ją w obecności władz międzynarodowych w tryptyku Górniczo-hutniczym. Słowa piosenki wywołały u słuchaczy wielkie wzruszenie. Piosenka ta była wykonana tylko raz poza Śląskiem, właśnie w Brukseli gdyż jak powiedział Pan Majnusz słowami wiersza: " Miała Barbórka miejsce na naszej śląskiej ziemi", czyli że św. Barbara powinna zostać na naszej ziemi. A czy zostanie to pokaże przyszłość".

 

 

Łzy św. Barbary

Miała Barborka miejsce
na naszej ślonskij ziymi
kaj miesionczek na niebie
piyknie sie złotym miyni

I szuko gruby noc cołko
zaglondo do kumina
chce zjechać szybym na doł
kerego już downo ni ma

Bo prziszli jacyś ludzie
gruba i kumin zbulili
yno po sobie kamiynie
i beton złostawili

Płacze Barborka na dole
a płaczki czorne z łocz lecom
bo te kamiynie po grubie
yno ta ziymia szpecom

A była downij jak mama
co swoji dziecka karmiła
przed głodym i biydom dycki
łojcow starzikow broniła

Dała wongiel jak sadza
kery ich grzoł bez zima
dała robota choć ciynżko
a tera już i roboty ni ma

A został yno górnikom
łobroz patronki w cechowni
i zapomoga łod państwa
żeby nie byli głodni

 

autorka: Regina Sobik

zobaczzobacz

Przewrotny los

Stanął szyb kopalniany
na Jankowickiej ziemi
na skraju pięknego lasu
w otoczeniu zieleni
Górnicy tu ciężką pracą
węgiel wydobywali
w pocie czoła i znoju
byt rodzin wykuwali
Nie pomni Ojców przestrogi
że obok w małej dolinie
jest miejsce dla nas szczególne
co z cudu Bożego słynie
Węgiel stał się przekleństwem
Studzienkę zalały wody
ziemia żądała okupu
ofiarując nam szkody

Zemściła się matka natura
a i los bywa przewrotny
zamiast przynieść pożytek
przyniósł skutek odwrotny
Po kopalnianym szybie
zostały gruz i kamienie
a Studzienka przetrwała
i świetność jej nie przeminie
Zadbana dziś tętni życiem
i cieszy oko świata
a na kopalnianym parkingu
tylko wiatr śmieci wymiata

 

autorka: Regina Sobik

Pieśniczka Ślonsko

Muzyka i wykonanie Roman Kostka                  Słowa napisała Regina Sobik

Nowe się rodzi

Muzyka i wykonanie Roman Kostka                  Słowa napisała Regina Sobik

Bajka o skrzacie Jankowiczku Wędrowniczku

Autorka tekstu: Regina Sobik                                                                             Czyta: Bogdan Dmowski

Edmundzie Podróżniku

Muzyka i wykonanie: Asia Łunarzewski            Aranżacja: Tom Williams           Autorka tekstu: Regina Sobik

Tekst piosenki Reginy Sobik, poświęcony Edmundowi Strzeleckiemu został w 2008 roku nagrodzony 2 miejscem na Mound and Mount festiwal Kosciuszko w Australii. Piosenkę zaśpiewała Asia Łunarzewski, niegdyś sąsiadka Pani Reginy, obecnie od kilkudziesięciu lat przebywa na tamtym kontynencie.

Hymn dla zwycięzcy

Muzyka i wykonanie: Roman Kostka                                                      Autorka tekstu: Regina Sobik

Tekst piosenki "Hymn dla zwycięzcy" Reginy Sobik, napisany w 2010 roku na festiwal K"OZZIE FEST poświęconej zwycięzcy biegu na szczyt Góry Kościuszki, najwyższy w Australii.

Barbórkowe strofy

W starej cechowni Barborka stoji

W starej cechowni Barborka stoji
sama jak palec sztyjc kajś wyglondo
płaczka we łoku blysknyła jyno
bo żodyn berkmon tu niy zaglondo 

zobacz

Prziszoł pod kryczkom tu Francik stary
zegnoł kolano chocioż fest boli
pora Zdrowasiek porzykoł cicho
a we pojstrzodku sromota poli

Francik rozumi że ciynżki czasy
łonymu tyż przeca leko niy było
przerobioł na grubie kajś lot trzidziści
fedrowoł wongiel jakoś się żyło

A tera pyndzyjo że szkoda godać
młodzi tyż yno piyniondze liczom
przichodzom do Cia yno łod świynta
jeszcze padajom że wola ćwiczom

Kaj je szacunek kaj poważani
kejś Ty Barborko była jak mama
dowałaś flega tym co na dole
a teraz co biydno łostałaś sama

Barborka na to-  nie trop się synku
jo dlo kożdego mom pszocio wiela
stary czy mody ni ma różnicy
jo mojim pszocim na rowno dziela

Bóg zapłać święta Barbaro 

Tąpnęło !!!
Wypadek ! Zawał! Winda do dołu!!
A w kuchni ..
Niedzielny obiad, talerz spadł ze stołu.
O, Boże! znów się coś stało!
Ratuj naszych mężów święta Barbaro.
Ojcze Nasz …...............................
Tam ciemno, straszno a tu słonko świeci
Zdrowaś Marjo, Łaskiś Pełna .........
Patronko wyprowadź z chodnika Swe dzieci.

Halo! Halo!! co? Jak? Męża znaleźli!
w którym szpitalu, gdzie go zawieźli?!

Trzymaj się tato my tu czekamy,
jesteśmy grzeczni spytaj się mamy. 

Co?! co? Nie rozumiem komu się dostało ?
Dzieci! dzieci!! Tato wraca do nas !
Uff !!.....   Bóg zapłać święta Barbaro.

Weź ze sobom tyn łobrozek

Kaj że sie wybiyrosz synku
nie żol Ci tej naszej gruby
Australijo Ci sie marzi
i piyniyndzy portmel ruby

Coż dokonoł żeś wyboru
jo nic na to niy poradza
chocioż wiym żech staromodno
ale jedno Ci doradza

Weź ze sobom tyn łobrozek
łon Cie dycko chronioł bydzie
i wachuj go miyj przi siebie
jak yno sromota przidzie..

Tyn łobrozek w zocy momy
to przeca świynto Barborka
przed ołtorzym poświyncono
wszystkich grubiorzy Patronka 

Kożdy berkmon w kożdym kraju 
do Barborki sie ucieko 
nie je ważne czy na Śląsku
czy za morzym kajś daleko.

Przyszli prosić

W zaciszu kościoła z podniesionym czołem
stoi dumna Pani Patronka Górników
gotowa otoczyć płaszczem swej opieki
Tych co zawierzyli i co zaufali

Darowany bukiet ozdobiony wstążką
wymownym symbolem stanu górniczego
gdy zieleń nadzieją a czerń skarbem ziemi
dla Braci górniczej to życie i praca

Dzisiaj przyszli do Niej dziękować za łaski
i prosić by nigdy ich nie opuszczała
żeby tam na dole była takim słońcem
które wskaże drogę w chwili zagrożenia

By mogli bezpiecznie wrócić do swych rodzin
by nadziei jutra im nie odebrano
żeby była praca w domach chleb na stole
a żadnej kopalni już nie zamykano

Stropiyni Barborki

Stoji w cechowni jakoś stropiono
i kuko jakoby na coś czakała
jak mo niy czakać jak sie niy tropić
kej nocno zmiana niy wyjechała

A jeszcze wczoraj s Nimi tu była
i pozdrowiała zwykłym „Szczyńść Boże”
życzyła tela wyjazdow co zjazdow
tera rzykaniym yno pomoże

Widać Ponboczek mioł insze plany
Łona sie wadzić s Stwórcom niy bydzie
przistanie na to że kożdy berkmon
pryndzy czy późni do nieba idzie

Pszaja Ci Barborko

Pszaja Ci Barborko
za mojigo chłopa
a łon świynty ni ma
i mosz s nom utropa

Pszaja za berkmonow
pszaja za starani
pszaja za to żeś je
chocioż herno Pani

Chody mosz jak żodyn
u Ponboczka w niebie
toż pszyj tyż jak umisz
Tym co wele Ciebie

Gdy ziemia zażądała daniny

W Rudzie Śląskiej żałoba
pod figurką św Barbary
górnicy pogrążeni w milczeniu nie kryją łez
A podobno mężczyźni nie płaczą

Gdy ziemia zażądała daniny
1050 m pod ziemią rozpętało się piekło
żywioł pochłonął dwudziestu chłopa
Św. Barbaro wstaw się za Nimi

Modlitwa światełka tysiąca zniczy
torują drogę do nieba
dla Tych którzy zginęli
Dla Tych co przeżyli co cierpią
pamięć wiecznie żywa

Czy Ci nie żal Barbórko

Czy nie żal Ci Barbóreczko
tych złotych pszenicznych łanów
tylko ciemnych korytarzy
dywanem węgla usłanych

Czy nie żal Ci Barbóreczko
kwiatów i śpiewu skowronka
tylko nocy ponad głową
zamiast cieplutkiego słonka

Jednak żal Ci tego ludu
poddanemu ciężkim próbom
skoro dzielisz czarnym złotem
kiedy pot się leje strugą

Pomagasz i orędujesz
wiesz co górnikowi trzeba
by z tego czarnego świata
bliżej było mu do nieba

Kaj żeś była Barborko

Nie było Cie yno kwila
a już nieszczyńścio tela
przi fedrowaniu na ścianie
zasuło berkmonow wiela

Kaj żeś była Barborko
jak Łoni na Cia czekali
na dole straszno i cima
Łoni tam sami łostali

Możno Ponboczek mioł sprawa
jakoś ważno dlo Ciebie
możno mu brakło wojokow
kajś na wysokim niebie

A możno chcioł se łogrzoć
bo było mu trocha zima
przeca we grudniu w niebie
tyż za cieplutko ni ma

Toż teraz zakludź tych chopow
do Ponboczka do nieba
niech nafedrujom wonglo
wiela Mu bydzie trzeba

A za tyn fajny geszynk
nie bydzie Cie wiyncy szterowoł
a kożdy berkmon we przodku
bezpiecznie wongiel fedrowoł

Kwiotuszek świyntej Barbary

Na cołkim Śląsku wielko żałoba
Ponboczek zebroł nom chłopow pora
a łon som jedyn piyknom czerwiyniom
na czornej hołdzie zakwit z wieczora

Żeby dać ludziom ziorko nadziei
tam kaj kamiynie i twardo skała
w płatku czerwonym jak pot berkmonow
świynto Barbara pszoci schowała

Chciała pokozać cołkimu światu
że tym kwotuszek mo wiela siły
bo uros tam kaj robotni ludzie
dlo gruby życie swe poświyncili

Toż stoji tukej jak jakiś wojok
wiater go szarpie w rozmańte strony
a tam na wieży w łostatnio droga
berkmonom bijom żałobne zwony

Zapłakoł kwiotek po przyjacielach
płatki mu zwiyndły i posiwiały
już nigdy nie spełni swego marzynio
zakwitnoć dlo Nich i świyntej Barbary

Modlitwa ocalonego

Świynto Barborko Patronko Górnikow
miej mje w opiece i pokoż droga
światełkiym taszlampy wykludź z chodnika
przeca na dycki łostać tu ni moga

Bo tam na wiyrchu mamulka czakają
kerzy na grubie już łojca stracili
jakbych tu umar przisypany wonglym
takigo szlagu to by nie przeżyli

Kamratom mojim sie nie poszczynściło
pryndko ich wziyna śmierć z tego świata
chcieli jom przekupić tym czornym złotym
kery fedrowali przez cołki lata

A ta beskuryjo chciała ofiary
coś ji w rachubie niy pasowało
bezto tych górnikow ze sobom wziyna
robotnych ze Ślonska ji brakowało

Jo chyba boł jeszcze dlo ni za młody
kej mje złostawiła pod łopiekom Twojom
łokropnie szczynśliwy dziynkuja za to
żech sie mog schować pod mantlym Twojim

Barborkowe przisłowi

Ty yno fanzolisz ło babim lecie
a zima do chałupy się wcisko
toć to listopad choć jeszcze jesiyń
i do Barborki już blisko

Starziki godali jak we Barborka
płaczkami dyszcz s nieba leje
mur beton bez świynta mogesz być pewny
że lod i szpetne zawieje

Jak suje śniegiym w berkmoński świynto
i bajtle śmigajom po lodzie
uwierz kamracie w mondre przisłowi
że świynta bydom po wodzie

Tref na GUIDO

Dostałach w geszynku „Skarbnik”
toż rada łokropnie była
sjechała szolom na GUIDO
Barboreczka żech trefiła

Stoła se tak nieboroczka
jakoś tak ckliwie kukała
ośmioła sie tak inacy
jakby mi coś pedzieć chciała

Gańba mje sie spytać było
kogo łoczka wypatrujom
Łona na to- frelko niy wiysz
na Tych co wongiel fedrujom
Musza łotrzyć im pot s czoła
i gymba zmazano sadzom
kej robota ciynżko majom
pomoga jak se niy radzom
Wybrali mje za Patronka
toż stoja tu w dziyń i w nocy
za opieka i starani
kożdy mo mje fest we zocy
Te pukiety co wele mje
i karbitka co sie świyci
to w geszynku żech dostała
łod berkmonow mojich dzieci

Jo ji na to Barboreczko
-Moj chłop też na grubie robioł
bez wypadku lot trzydziści
na samym dole przerobioł
i jo już wiym komu potrza
piykny pukiet prziszykować
za opieka i starani
musza piyknie podziynkować

Ślimtani starego Skarbnika

Je na grubie taki kontek
bez berkmonow pomijany
kaj na kupie wonglo siedzi
stary Skarbnik zaślimtany

Za kim ślimce kogo czako
za kim tesno borokowi
lompy mu gruba zawrzyli
i coż łostało dziadowi

Kaj berkmony i kaj sztajgry
bydzie sie mu bez nich ckniło
łodeszli na nowe gruby
wziyni Barboreczka mjiło

Dycko była herno Pani
u berkmonow w wielki zocy
a  łon som jako tyn palec
s nikond sparcio niy pomocy

Ulituj sie Barboreczko
i ucholkej stropionego
dobrym słowym kiej na staroś
trefić może na kożdego

Tu i tam

Tu słonko świat opromienia
ciepłem ogrzewa ziemię
a tam w czeluściach czarnego świata
Święta Barbara ociera pot górnikom

Tu zapach chleba się niesie
gdy kłos na polu dojrzewa
a tam na dole górnicy
kują byt przyszłych pokoleń
pod czujnym okiem Patronki

Tu niebo usiane gwiazdami
tam czarne jak skarb tej ziemi
daje nadzieję na przeżycie
Tym co dalej do nieba
Święta Barbaro otocz opieką
wiernych synów tej ziemi

Łobrozek św.Barborki

Starziki robili na grubie
tatulek poszoł w jich ślady
twardzi jako ta ślonsko ziymia
żodyn im nie mog dać rady

Choć była tako jedna
przed Niom zginali kolana
kero ich sztyjc szterowała
na miano Barborka miała

Toż w każdej chałupie berkmona
choć wyblakniynty i stary
wisioł na ścianie s krziżym
łobrozek świyntej Barbary

Łona s tego łobrozka
jakoś tak ckliwie kukała
jakby nie chciała się prziznać
że srogi fresunek miała

I jak ta nasza mamulka
co fest ło dziecka sie staro
toż za to że tak im pszajesz
-Bóg zapłać świynto Barbaro -

Bóg zapłać nasza Patronko

Bezmała idzie nowe
gruby nom zawiyrajom
ale berkmony jak dycko
do Cia sie uciekajom

Płaczka sie s łoka kulo
lud twardy nie narzeko
dziynkuje piyknie za to
że Ty na dole tam czekosz

Dziynkuje za gruda wonglo
za sznita swojskigo chleba
za starzikowe Szczyńś Boże
i konsek ślonskigo nieba

Za dziyń czorny jak sadza
za słońca kierego tu ni ma
za kożdo Zdrowaśka Matki
co czeko s gruby syna

Barbórko Barboreczko
Tyś sercu berkmonow mjiło
Bóg zapłać nasza Patronko
żeś s Nimi dycko była

Obca wśród swoich

Mieczem co był Jej znakiem męczeństwa
gotowa bronić Tych co oddali
w opiekę miasto rodziny kopalnie
na godną Patronkę sobie wybrali

„Obca wśród swoich „ tak doceniana
przez lud włodarzy i brać górniczą
nad Rudzkim grodem sprawuje pieczę
na Jej to pomoc mieszkańcy liczą

Kiedy pod ziemią piekło szaleje
światłem opieki wskazuje drogę
dla Tych dla których wierną ostoją
mężnie się wstawia przed samym Bogiem

A teraz smutna z sercem zbolałym
troska o lud swój kolcem uwiera
wartości nie te praca niepewna
w kopalniach zakładach życie zamiera

Mimo to kocha ten lud nad życie
prowadzi w przyszłość pośród zawiei
i jak ta matka co dla swych dzieci
była i będzie iskrą nadziei

Regina Sobik

Strofy o gołymbiorzach i gołymbiach

Gołymbiorze

Do dzisiej pamiyntom tyn dziyń styczniowy
kieryn w pamiynci dycko łostanie
w telewizorze leciały skoki
my mieli przeczuci że się coś stanie

We sercu Ślonska wystawa gołymbi
rozmańtych rasow somsiedzi godali
Łoni łod downa chowali te ptoki
toż wszyjscy jak jedyn tam pojechali

To przeca były Jich małe bajtle
na nich bez lato na miedzy czakali
keryn s nich bydzie piyrszy na liście
ło halba czy piwko się zakłodali

We tyn dziyń czuwoł Ponboczek nad Nimi
bo wiedzioł że chłopy tym ptokom pszajom
za tych piyrzastych krzidkatych kamratow
serce i dusza i życi łoddajom

Nie wszyjscy jednako mieli te szczyńści
i już na dycko w tej hali łostali
pod tym betonym co Jich przywaloł
s gołombiym do końca sztama trzimali

Ocalenie

Sekundy, dłoń wyciągnięta gestem rozpaczy wzywa pomocy.
-Zimno, ciemność i ból nie mogę umrzeć tej nocy-.
pod zwałowiskiem gruzów iskierka życia gaśnie,
otwiera powieki nadziei, popatrzy w ciemność nim... zaśnie.

Świadomość się budzi. -Smutno tak odejść bez pożegnania,
córeczko, żono nie jesteście przygotowane na takie rozstania-
nad głową szum skrzydeł, szare piórko spadło na rumowisko,
odgłosy ludzi, światełko latarki, znów ciemność i... to wszystko.

Minuty niezdrowego snu, beznadzieja i przebudzenie.
Gołąb cichutko grucha, dziobem całuje policzki -.Ocalenie !
-Mój przyjacielu nie zawiodłeś mnie, nie opuściłeś w potrzebie,
jestem tu sam, siądź na moim ramieniu tak czekałem na Ciebie-.

Znów ciemność tylko ten szum skrzydeł i gruchanie.
-Odchodzę, przebacz mi winy i przyjmij mą duszę Panie.
Pustka otwieram oczy ,jasność czy jestem już w niebie ?.-
-Spokojnie Przyjacielu to gołąb on uratował Ciebie !.-

Lamynt starego Gołymbiorza

Kaj żeś sie stracioł mój gołombku 
już wieczor zaro bydzie cima
darymnie na niebo filuja
kaj żeś polecioł kej cie ni ma

Jak trefisz tu do mje kamracie
kej gołymbnik gizdy zbulili
padali że takigo niy trza
toż nowy wele postawili

Mje jakoś tesno za tym starym
co s łokna dziynnie nań zaglondoł
a tera nowoczesno klotka
łona yno piyknie wyglondo 

Jo tyż je jak tyn stary charboł
kej mi wykludzić sie kozali 
starych stromow sie niy przesadzo
a łoni nowe izby dali

Coż s tego te som jak bez duszy
i zimne jak tyn świat je przeca
gołombku wroć sie prziniyś krzidła
to jo za  tobom we świat poleca

Wierność

Moj ty gołombku wierny kamracie
ratuj mie prosza, szukej pomocy
pod tym betonym co mie przywaloł
nie moga przeca umrzeć tej nocy.

Poleć wysoko do samego nieba
powiydz Ponboczkowi że jo tu czekom
i chocioż bydom niedzielne loty
jo na msza pójda to mu przirzekom.

A jak by mi sie czasym nie chciało
ty mie spamiyntosz dziubeczkiym swojim
możesz mie nawet porzondnie podziubać
nie pogorsza sie, tyś kamratym mojim.

W tobie ratunek i pocieszyni
nie dej mi umrzyć tej sromotnej nocy
przyniyś na skrzydłach jakoś nadzieja
widzisz te światła tam szukej pomocy.

Wysłuchoł gołomb lamyntu kamrata
światła taszlampy szuko w ciymności
trzepie skrzidłami jak by chcioł prziniyś
na tych skrzidełkach trocha jasności.

Już za nieskoro gołombku wierny
twoj kamrat umarł wierność złostała
i pójdzie za nim prosto do nieba
bo w jego sercu miejsca se szukała.

Regina Sobik

Wiersz ten otrzymał wyróżnienie II stopnia w Konkursie gwarowym ks.N.Bończyka w Rudzie Śląskiej.

Łoni som jak gołymbie

28 stycznia mijo rocznica tego stromotnego wypadku jaki boł we czasie wystawy gołymbi pocztowych we Katowicach. Gołymbie to u nas na Ślonsku som jak dziecka ,o nich sie dbo bardzi niż o swoja baba. Zresztom te krzidlate ptoki to som takim symbolym cołkigo Ślonska. Bez nich niy ma życio. Pamiyntom jak żech była małom dziołchom to mój tatulak jak i wszyjscy somsiedzi howali gołymbie pocztowe. Dołokoła niy było żodnej chałupy we kierej nie było by gołymbnika. Niy powiym żeby mi sie te ptoki niy podobały bo som fest piykne no ale czasym to my mieli ich doś zwłaszcza mamulka. Jak prziszło lato i były niedzielne loty to była u nas we chałupie sodoma i gomora. Żodyn bajtel niy mioił prawa pokozać sie na dworze żeby ich niy wylynkać a tatulek i wszyjscy gołymbiorze siedzieli na miedzy i wachowali. Jak yno sie keryn pokozoł i lecioł do gołymbnika to ło mało se giczali nie połomali no bo kieryn boł warciejszy tyn wygrywoł .Nie wiym czy wiycie ale te gołymbie miały na szłapie pieszczonki kere sie syminało i wciepowało do zygara a potym jechało sie z tym zygarym do jednego miejsca i tam to sie okazywało keryn gołomb boł piyrszy. Były za to nagrody. Dzisiej już tak niy howiom tych gołymbi bo jak to padajom łone zanieczyszczajom środowisko. No ale jeszcze lecy kaj som gołymbiorze kerzy howiom te fajne ptoki i nowet dzisiej som taki loty to znaczy sie konkursy keryn gołomb pryndzy przileci. Moj brat to je taki gołymbiorz ale jo mu padom że skuli tych ptokow to łon mo ptoka bo jest na pyndzyji i cołki czas siedzi we gołymbniku. A godo se z tymi gołymbiami jak z dzieckami. Kupuje im nojlepszy futer jakiś witaminy i jeszcze coś inszego. Nie dziwota, że to Ślonzoki to tak tym gołymbiom pszajom. Jo sie nie znom na tych rasach ale jest ich wiela. Jak była ta wystawa we Katowicach to wszyjscy gołymbiorze jechali na nia. Mieli łokropne szczyńści bo byli ło pora godzin pryndzy jak sie ta hala zawaliła. No ale niy wszyjscy mieli taki szczyńści bo ze somsiednich wsi z jednej familiji prziwaliło trzi osoby i to boł łojciec syn i ziyńć keryn miyszkoł kaj indzi, ale przijechoł na ta wystawa no i jak to padajom ludzie przijechoł po swoja śmierć. Widać tak miało być. I jo se tera tak myśla, że miyndzy tymi gołymbiami a gołymbiorzami zrobiła sie tako nić pszocio. Jak chłop sie powadzioł ze babom w doma to se szoł do tego gołymbnika pogodać z gołymbiami bo łone wysłuchały i nie wrzeszczały po nim yno tak piyknie gruchały. Nie dziwota że jak wtoś widzi tera tako porka kero se pszaje to pado że gruchajom jak gołombki i majom recht. No ale wroca sie do tej wystawy. Zginyło tam wiela ludzi a te gołymbie kere były we klotkach i udało im sie uciyc to jak my widzieli we telewizorach siadały kaj szło i czekały na swojich gołymbiorzy. Jedne sie doczekały a jedne niy a teraz to se tak myśla, że te nasze gołymbiorze som jak te gołymbie bo chocioż wiela z nich łodeszło przywalonych bez te betony to wracajom sie pamiynciom do nas i do wszystkich s kerymi sie trefili chocioż roz w życiu.

Regina Sobik

Legenda o powstaniu Jankowic

W otchłani leśnej puszczy
gdzie licho zębiska szczerzy
łaskawy los przyprowadził
dwóch młodych dzielnych rycerzy
Byli wojami Chrobrego
dużego Jankiem zwali
drugiego tak dla przekory
małym Michałkiem wołali
Niemalże od kołyski
ćwiczeni w wojennej sztuce
przez długie lata cierpliwie
trwali w trudnej nauce
Czy byli braćmi nikt nie wie
za to że wiernie służyli
ze swoim Panem i Władcą
wojenne trudy dzielili
Dlaczego teraz gęstwina
nie jest im wcale przeszkodą
czyż może trud poniesiony
zostanie cenną nagrodą
Dla obu dzielnych młodzieńców
za wierną służbę przez  lata
udział w tak słusznej sprawie
to przecież hojna zapłata
Lecz Pan a Władca tej ziemi
pełen zapału i wiary
odwdzięczyć się jakoś musiał
zdradzając im swe zamiary
-Winniście się ustatkować
własne rodziny założyć
zająć się domem i ziemią
kawałek grosza odłożyć
Nie jestem takim bogaczem
bym darmo trwonił majątek
ale lojalni rycerze
coś muszą mieć na początek
Mam tylko jeden warunek
i spełnić Wam go potrzeba
musicie zaorać ziemię
nim nocka spłynie z nieba-
Szukając szczęścia po świecie
ruszyli odważni woje
do ziemi im obiecanej
tam gdzie trud praca i znoje
Aż wreszcie doszli do miejsca
gdzie żyzne górki doliny
gdzie rola czeka oracza
a lasy pełne zwierzyny
Stawy kusiły rybami
zdolne wyżywić każdego
Pana rybaka kowala
nawet żebraka nędznego
-Zostańmy tu już na zawsze
prosi Michałko zmęczony
jakoś musimy zbudować
ten raj nasz tak wymarzony
Niech stanie się sprawiedliwość
jutro z rana zaczniemy
od tego miejsca przed siebie
ziemię orać będziemy-
I poszli spać pełni marzeń
a rola  im się przyśniła
żyzna obfita w plony
co przed ubóstwem chroniła
Nim pierwszy promyczek słonka
rankiem zaświecił na niebie
stanęli do pracy gotowi
zdani tylko na siebie
-Ten kamień będzie granicą
pora wziąć się do roboty
bo każda skiba majątkiem
nie ważny trud i spiekoty-
I tak Michałko i Janko
w pocie czoła bez końca
orali co wianem być miało
aż do zachodu słońca
Michałko zaorał pole
które na własność dostał
zaś Janko choć pracowitszy
też przecież swoje dostał
Tak to powstały osady
i tylko tym się różniły
że każda choć inną nazwą
zalążkiem tej jednej były
Minęły lata i wieki
a one rosły piękniały
że nawet nie wiedzieć kiedy
Jankowicami się stały

Jankowice i Michałkowice niegdyś dwie odrębne wioski, dzisiaj tworzą jeden wspólny organizm pod nazwą Jankowice. Jak głosi legenda nazwy Jankowice i Michałkowice wywodzą się od imion rycerzy, którzy za zasługi wojenne otrzymali w darze te ziemie i osiedlili się na nich. Obecnie sołectwa Jankowice i Michałkowice wchodzą w skład Gminy Świerklany.

Regina Sobik

Jankowicka opowieść

Na małej leśnej polanie
w samo letnie południe
wiatr lekko ugina drzewa
a słonko grzeje przecudnie.
Przy dziupli starego dębu
gdzie pszczoły nektar zbierają
ich leśne siostry dzielnie
na zmianę wartę trzymają.
Czego pilnują lub kogo
w tej dziupli dębu starego
gotowe oddać życie
dla czegoś tajemnego.
Obok kilku pastuszków
codziennie z samego rana
trzódkę i głodne bydełko
na wypas tu przygania
Najmłodszy z całej gromadki
bo o nim będzie mowa
pobożny rozsądny mądry
odzywa się w te słowa.

A może byśmy bracia
tak pacierz odmówili
i dzionek na chwałę Pana
modlitwą rozpoczęli
bo trzeba podziękować
za wszystkie łaski i dary
którymi nas Bóg obdarza
lecz patrzcie czy to czary
wokoło starego dębu
pszczoły się leśne zebrały
i w kształt hostii świętej
ku dziupli uleciały
Nie godzi się nam bracia
pobożnej modlitwy przerwać
lecz od takiego zjawiska
nie mogę oczu oderwać
a ty mój dębie zielony
jaka twa tajemnica
co nas tak biednych pastuszków
nadziemskim cudem zachwyca.

I tak już było codziennie
gdy przyszedł modlitwy czas
pszczółki leciały ku dziupli
cichł szumem drzew zielony las
Minęły miesiące i lata
zarosła trawą polana
lecz dąb jak stał tak stoi
i szumi na chwałę Pana
Pewnego razu zawitał
w te strony pielgrzym zmęczony
na oko widać było
że życiem doświadczony.

Czy znasz to miejsce wędrowcze
jakoś znajomo wyglądasz
dlaczego ciągle w górę
na dziuplę dębu spoglądasz
uciekaj dobrze Ci radzę
dopóki jesteś cały
aby złośliwe pszczoły
zbytnio Cię nie pokąsały
Strażniku leśnej głuszy
ja pszczół się wcale nie boję
przeszedłem w życiu tyle
że twardo na nogach stoję
A ty mój dębie kochany
minęło wszak czasu szmat
gdy mnie i mej rodzinie
zawalił się cały świat
zginęli moi rodzice
sąsiadów husyci wybili
a całą rodzinną wioskę
w ogniu i krwi utopili
to las dał mi schronienie
bym mógł zaświadczyć przed światem
kto był wrogiem kościoła
i Księdza Walentego katem
A ja sam biedny sierota
szukałem szczęścia po świecie
u Pani Jasnogórskiej
co mnie przyjęła jak dziecię
Gdzie braciszkowie kochani
godny byt zapewnili
światłem nauki i wiary
szare dni oświecili
Chociaż nie mam rodziny
ni matki ojca brata
z woli Bożej wróciłem
z hen dalekiego świata
Bo tu jest moje miejsce
tu tkwią moje korzenie
chociaż duszę kaleczy
okrutnej historii wspomnienie
Ja zostawiłem tu serce
z tęsknoty konające
i pszczoły przyjaciółki
dziuplę wiernie strzegące
wszak jakaś tajemnica
w dziupli od lat skrywana
że tak wiernie i pilnie
przez pszczoły pilnowana.

Cóż to za jasność z dziupli
barwami tęczy się mieni
pulsuje jak słonko złote
pośród liściastej zieleni.

Uklęknął z czcią i pokorą
wędrowiec na kolana
by uczcić cud nadziemski
pokłonem chwalić Pana
Z wielką radością w sercu
do dziupli ręką sięga
nie może biedny zrozumieć
jak wielką jest Boża potęga
Bo oto z dziupli wyciąga
złotym woskiem spowitą
bursę z ciałem Chrystusa
plastrem miodu okrytą.

Tuż to ta sama hostyja
dla wiernych przeznaczona
męczeńską krwią Walentego
na ziemi tej uświęcona
o Boże dozwól uczcić
to Przenajświętsze Ciało
które przez lat sześćdziesiąt
w tej dziupli przeczekało.

Biegnie więc ksiądz Floryan
syn Jankowickiej ziemi
który wyrokiem Boskim
ten los hostii odmieni
do pobliskiego Rybnika
gdzie wieść tę przekazuje
ze szczęścia aż się rozpłakał
tak wielką radość czuje.

Kochany bracie Floryanie
jaką nowinę przynosisz
żeś taki poruszony
a może o pomoc prosisz
słyszałem już co nie co
lecz Ty mi powiedz szczerze
coś znalazł w dziupli dębu
a wtedy może uwierzę.

Wielebny Ojcze znalazłem
bezcenny skarb od Boga
lecz śpieszmy się na polanę
bo długa przed nami droga.

Wyroki Pana z Nieba
są rzeczą niepojętą
pomogę ci mój bracie
uczcić tę Hostię świętą
zwołam lud wierny i straże
z calutkiej rybnickiej ziemi
i pójdziemy w procesji
gdzie światło się tęczą mieni.

I rusza naród wierny
z procesją do dębu starego
by przenieść Najświętszy Sakrament
do miejsca godniejszego
A pszczoły strażniczki hostii
wiernie mu towarzyszą
szykiem drogę wskazują
skrzydełkami kołyszą
i brzęczą cichutko modlitwę
którą kiedyś słyszały
przy dębie z pastuszkami
przed laty odmawiały
Minęły lata i wieki
minęły dawne czasy
na Jankowickiej ziemi
szumią zielone lasy
opowiadają historie
o hostii w dziupli schowanej
przez mądre pszczoły leśne
dzień i noc pilnowanej
o księdzu co życie złożył
w obronie hostii i wiary
i miejscu na którym rośnie
na polanie dąb stary
Na wieczną pamiątkę zdarzenia
kościół tu zbudowano
pod wezwaniem Bożego Ciała
potomnym ofiarowano.

Regina Sobik

Opowieść o Księdzu Walentym

Ciiiiicho czy może słyszycie
jak wiatr w konarach śpiewa
jakieś dziwne historie
opowiadają te drzewa
Jeszcze słychać w ich szumie
szalony tętent koni
przekleństwa i krzyki Husytów
i księdza co chciał ujść pogoni
Na całym Śląsku bandy
wioski i miasta plądrują
niszcząc dorobek pokoleń
bezbronną ludność mordują
A może byśmy kamraci
tak trochę się zabawili
i wioskę na skraju lasu
z dymem w perzynę puścili
Jak ja nie cierpię kmiotków
co chwalą imię Boga
niech wiedzą co tak znaczy
prawdziwy strach i trwoga
Patrzcie kamraci księżulek
miał czelność i odwagę
jechać tą samą drogą
lecz my mamy przewagę
nas jest cała kohorta
uzbrojona po pas
trzeba go tak pogonić
żeby nie uciekł nam w las
I ujrzał ksiądz Walenty
Husytów wrogów kościoła
nie wie biedny czy żywy
z tego spotkania wyjść zdoła
Koniku mój przyjacielu
szybko ruszaj z kopyta
tam gdzie dąb i polana
ratunkiem nas przywita
Ta okrutna szarańcza
zbeszcześcić chce Boże Ciało
które przecież i za nich
na krzyżu tak cierpiało
Jezu w tej hostii skryty
przenigdy i nie dozwolę
oddać Cię w ręce tej zgrai
już umrzeć raczej wolę
Zaraz będzie polana
niewiele drogi zostało
a w dziupli dębu znajdzie
schronienie Twe Boskie Ciało
I pędzi ksiądz Walenty
co rzeczą jest niepojętą
do dziupli dębu starego
schować tę hostię świętą
za swój czyn i oddanie
jakaż to będzie zapłata
dla ludu tej okolicy
i dla całego świata
jak niezbadane wyroki
samego Pana w niebie
że wybrał Walentego
na sługę wiernego dla Siebie
Lecz oto straszne nieszczęście
strzały jak grad świstają
czy zdążysz dzielny Walenty
Husyci już się zbliżają
O Ty przebrzydły klecho
co mącisz umysły biedocie
jadem napełniasz trzewia
i posługujesz hołocie
Już czas zrobić porządek
z Tobą i kmiotków zgrają
zabić i puścić z dymem
tych co nas nie słuchają
I oto strzała swym ostrzem
przebiła pierś Walentego
a On jeszcze się modli
do Ojca Niebieskiego
Przebacz im Panie winy
bowiem nie wiedzą co czynią
I pada martwy na ziemię
gdzie trawy mu będą szumiały
a stare drzewa i ptaki
nad jego losem płakały
Tymczasem obok polany
szedł wieśniak Mikołaj stary
który to przez przypadek
był świadkiem krwawej ofiary
Schował się gdzieś za drzewem
i z dala obserwował
jak to wróg ciało Księdza
pod gałęziami chował
i tylko czekał na to
kiedy zbójców gromada
z wrzaskiem i przekleństwami
swoich rumaków dosiada
a wtedy pogrzebie ofiarę
z szacunkiem jak się należy
i jego święte ciało
na wieki tej ziemi powierzy
Nie wiedział biedny starzec
co jego wioskę czeka
że krwawą łunę pożaru
widać będzie z daleka
Okrutna Husytów zemsta
dla Bijasowickiej ziemi
której to lud tak dzielnie
bronił swoich korzeni
W strasznej wojennej pożodze
mieszkańcy osady zginęli
ojców matki i dzieci
w pień Husyci wycięli
Co miało być tajemnicą
lasu jankowickiego
świadectwem prawdy się stało
z tej rzezi ocalałego
To jeszcze jeden świadek
który zabłądził w te strony
młodzieniec mieszkaniec wioski
z pożogi ocalony
Minęły miesiące i lata
jak wrócił tęsknotą gnany
z dalekiej Jasnej Góry
na świadectwo przysłany
Ja jak tu przed Wami stoję
przysięgam w imię Boga
com widział na tym miejscu
to była straszna pożoga
Husyci zabili Księdza
który wiózł Boże Ciało
co pokarmem duszy i ciała
dla chorej zostać miało
nie doczekała nieboga
Jej oczy już nie widziały
jak zbóje i mordercy
Jej bliskich katowały
ja jeszcze teraz słyszę
jęki i rozpacz matek
co swoją piersią broniły
młodego życia dziatek
a mnie las dał mu schronienie
jak matka swoim ramieniem
otoczył gęstwiną trawy
przykrył liściastym cieniem
Obiecaj bracie żeś zdolny
wyznać tę prawdę przed światem
kto winien mordu wieśniaków
i Walentego katem
a teraz pójdźmy bracia
na miejsce strasznej kaźni
ucałować tę ziemię
choć serce drży z bojaźni
zaczerpnąć zdrowej wody
ze źródła cudownego
które wytrysło spod ziemi
po śmierci Walentego
Ja jeszcze mam jedną sprawę
ważną do załatwienia
i obietnicę złożoną
przed laty do spełnienia
muszę poszukać to miejsce
gdzie rośnie dąb zielony
gdzie Przenajświętszy Sakrament
w jego dziupli złożony
Idź tedy drogi bracie
spełnić to ważne zadanie
i niech ta Hostia święta
zaczątkiem kościoła się stanie
i żeby śmierć Walentego
całkiem daremną nie była
a pamięć o Jego czynie
wśród potomnych przeżyła

Opowieść ta napisana jest według mojej wyobraźni bo nikt nie wie jak naprawdę było, legenda przekazywana z pokolenia na pokolenie była źródłem do napisania tego opowiadania. Jedynym faktem historycznym jest to, że wieś Bijasowice została spalona i przestała istnieć a ksiądz Walenty poniósł męczeńską śmierć z rąk Husytów, ratując Przenajświętszy Sakrament przed zbezczeszczeniem.

Regina Sobik

Legenda o Jankowickiej Studzience

Minęły wieki i lata
wojny najazdy ustały
a na polanie drzewa
z żalu po księdzu płakały
Nic nie mąci tu ciszy
zapomniał świat o dolinie
zajęty swoimi sprawami
a czas płynie i płynie...
Potrzeba było cudu
samego Boga w niebie
wiary mocnej i ufnej
i człowieka w potrzebie
To w niedalekim Rybniku
zaniemógł sługa boży
ciężką chorobą złożony
przed Panem Niebios się korzy
I chociaż mu sił nie starcza
lecz jasnym umysłem włada
i w obecności świadków
na krzyż przysięgę składa
Zarzeka się że za zdrowie
zwrócone w szczerej podzięce
nową kaplicę zbuduje
do Matki Bożej w Studzience
Nie minął nawet tydzień
gdy niemoc ustępuje
a proboszcz Edward Bolik
przysięgę dotrzymuje
I znów kolejna karta
historii naszej Studzienki
kaplicą zapisana
ku czci Najświętszej Panienki
A wodę z Lourds do źródełka
w geście wdzięczności wlał
sam proboszcz Bolik za zdrowie
które od Boga otrzymał
Zaś u stóp Pani z Nieba
relikwie święte złożono
które aż z Akwizgranu
na ziemię tę przywieziono
Nad całym tym przedsięwzięciem
pilnie niebiosa czuwały
bo przecież to miejsce święte
i godne takiej chwały
I znowu miną lata
nim na zielonej polanie
pamięci śmierci męczeńskiej
jakiś ślad pozostanie
Bo oto mieszkańcy Jankowic
by spłacić długi wdzięczności
nowe groty zbudują
pełni wiary ufności.
Lud mądry i pracowity
miejsce to zawsze szanował
z biednymi i bez pracy
trzy groty wybudował
Stąd nim zawierucha wojenna
świat kirem żałoby okryła
Barbara patronka Górników
swej braci błogosławiła
Pielgrzym człowiek samotny
zawitał kiedyś w te strony
pilnym nakazem serca
i łaską bożą wiedziony
On był tu gospodarzem
stróżem obejścia całego
pracował w pocie czoła
dla miejsca tak szczególnego
Pomimo że biedny bardzo
majątkiem nie dysponował
za drobne ofiary od ludzi
wspaniały dzwon ufundował
W zaciszu leśnej głuszy
spokojnie płynęły lata
lecz oto straszne wieści
dotarły i tu ze świata
Krwawa pożoga wojenna
synów i ojców zabrała
rozpaczą i beznadzieją
zanosi się ziemia cała
I tak jak ich dziadkowie
z prośbą do naszej Studzienki
poszli błagać o życie
u stóp Najświętszej Panienki
Wielu z nich nie wróciło
a Ci co ocaleli
o Matce Bożej w grocie
nigdy nie zapomnieli
I przychodzili tu często
nie sami a z rodzinami
i trwali na modlitwie
całymi godzinami
Chociaż stracili przyjaciół
ta myśl ich prowadziła
że śmierć dla wiary i kraju
nigdy daremną nie była
Walenty był im przykładem
obroną Najświętsza Panienka
zaś drogę im znaczyła
twarda Ojcowska ręka
Minęły złe czasy i lata
dziś życiem tętni polana
wyglądem cieszy oko
modlitwą chwali Pana
W drugą niedzielę maja
pod parasolem zieleni
gromadzi się lud na modlitwie
z calutkiej śląskiej ziemi
Corocznie wita w te strony
szczególnie oczekiwany
dostojny gość arcybiskup
serdecznie przez nas witany
Każdego trzynastego
w letnio jesienne wieczory
zbiera się się na apelu
lud pełen głębokiej pokory
Noc gwiazdy zapaliła
z góry spogląda na drzewa
nie mogąc wejść z podziwu
jak lud Panience śpiewa
Światełka świec i lampionów
w ten wieczór zapalone
na chwałę Fatimskiej Pani
rzęsiście rozświetlone
I nawet księżyc złoty
rozproszył nocy ciemności
ufny w opiekę Maryji
szczęśliwy i pełen radości
Cieszy się że Matka Boża
miejsce to sobie wybrała
i na Apele Fatimskie
szczególnie upodobała
Studzienka perłą tej ziemi
kochają ją starzy i młodzi
modlitwą a nawet zabawą
jednoczy ludzi i godzi
Sierpień wita odpustem
i biegiem Walentego
by chociaż w ten skromny sposób
uczcić śmierć Sługi Bożego
Tu cisza chwali Boga
nawet wiatr jej się słucha
a ziemia czuje opiekę
Ojca i Syna i Ducha
Studzienko skarbie jedyny
klejnocie na mapie świata
pamięcią śmierci za wiarę
przetrwasz do końca świata

Regina Sobik

Bajka o skrzacie Jankowiczku wędrowniczku

Jankowiczek to skrzat prawdziwy nie z bajki
który to z rybnickich Jankowic pochodził
tu mieszkał dziad jego rodzice i krewni
tu z tatą na ryby nad Tomoszek chodził

Otóż skrzat ten chociaż tak bardzo malutki
zapragnął pozwiedzać swoje Jankowice
przygotował plecak i wyruszył w drogę
zanim słonko wstało raniutko o świcie

Plan na tę wyprawę miał przygotowany
wszystkie ważne miejsca na kartce spisane
zacznie od Studzienki w niewielkiej dolinie
gdyż miejsce to piękne i z legendy znane

-Ależ tutaj ładnie i cisza i spokój -
westchnął z rozrzewnieniem mały wędrowniczek
-krople srebrnej rosy lśnią się jak różaniec
chyba się pomodlę przed którąś z kapliczek
Napiję się wody ze źródełka obok
coś niecoś przekąszę sił stracić nie mogę
skorzystam z okazji że powietrze czyste
pooddycham chwilę zanim ruszę w drogę -

Punkt wyprawy drugi kościółek drewniany
historia powstania nad wyraz ciekawa
mówi się o hostii, dębie dziupli, pszczołach
podobno to jakaś tajemnicza sprawa

-Chętnie poznam dzieje tej pięknej świątyni
co śmiercią za wiarę odkupioną była
kierowana wolą Najwyższego Pana
cudem Eucharystii będzie wiecznie żyła
Wyciszyłem zmysły idę na Ośrodek
czyżby jakiś festyn aż stąd słychać granie
muzyka występy niech się ludzie bawią
gdyż dobra impreza w pamięci zostanie
Po drodze zobaczę domy i obejścia
zadbane jak nigdy różnokolorowe
kwiaty i rabatki zdobią cieszą oko
i są jak te w mieście ogródki działkowe -

Zapatrzył się krasnal ale z niego gapa
gdyż na śmierć zapomniał wysłać ważne listy
w Ośrodku odebrać wyniki badania
zapisać wizytę do Pana Dentysty

Załatwienie tych spraw trwało pół godziny
musiał jeszcze wstąpić do biblioteki
wypożyczyć książkę „O Dziejach Jankowic”
chociaż wstyd mu było że nie był tu wieki

-O!! jakie zapachy aż mnie w nosie kręci
strażacy od rana grochówkę gotują
kiedy pracy dużo pewno gospodarze
na któryś już Zjazd się Jankowic szykują -

Jankowiczek dumnie usiadł w pierwszym rzędzie
wysłuchał przemówień ważnych oficjeli
zatańczył zaśpiewał dodał jakiś dowcip
by Jankowiczanie radość z Zjazdu mieli

Zanim ruszył szlakiem jankowickich krzyży
gości zaproszonych pożegnał serdecznie
na plecak założył migające szkiełko
takie odblaskowe by było bezpiecznie

Najbliżej mu było na Boguszowicką
dalej śladem krzyży do ulicy Nowej
zahaczył o stary stojący na skraju
lasku brzozowego krzyż na Topolowej
Wrócił się z powrotem -a to co za drzewo
rety! przyjaciele chyba jakieś czary
duże rozłożyste pomnikiem przyrody
dziadek mi wspominał to chyba dąb stary-

Obejrzał go sobie potem ruszył z planem
tam gdzie władze Gminy swój urząd sprawują
chciał się zameldować ale biedak nie mógł
przecież skrzatów nigdzie w kraju nie meldują

Odmową zmartwiony poszedł wprost przed siebie
szepcząc coś pod nosem na te dziwne prawa
kiedy na Spokojnej usiadł w cieniu krzyża
stwierdził na poważnie : to nie moja sprawa
Ale mnie dotyczy więc zrobić coś trzeba
jak tylko powrócę na stare pielesze
zwołam Radę Starszych niechaj coś zaradzą
gdyż jestem za młody mądrością nie grzeszę
O !! widzę budynek piękny nowoczesny
tu obserwatorium jest astronomiczne
podobno tam uczą mądrzy pedagodzy
stąd olimpijczyków grono bardzo liczne
Szkoła i Przedszkole do tego Gimnazjum
a wszystko to stoi w jednym prostym rzędzie
tak jak Park Pamięci dla Tych zasłużonych
gdzie dęby symbole- trwania widać wszędzie
A jak już tu jestem zerknę tylko okiem
jak to na Hanuskach domy się buduje
w sąsiedztwie zaś kościół kaplica już stoi
widać że ten naród wciąż ciężko pracuje
Pora już mi wracać ale wpierw wam powiem
o sprawie poważnej która utrapieniem
to szkody górnicze popękane domy
tak zdewastowane grożą zawaleniem
Na Kościelnej widać jeszcze pewne ślady
a wiatr tańczy walce na placu po Szkole
kiedyś bardzo gwarny dzisiaj pustką straszy
tak jak i po Gwarku tylko puste pole
No cóż moi drodzy tak już w życiu bywa
że los nam coś daje ale i odbiera
nom dał węgiel czarny co chleb ciepło daje
górnik go spod ziemi rękami wdziera
Nic nie ma za darmo to wam każdy powie
stąd dla Jankowiczan kłopoty z szkodami
lecz to mały pikuś z tym co dał nam Stwórca
a ja skrzat malutki rad że jestem z wami

Regina Sobik

Opowiadania

Moja wieś

W tym opowiadaniu chciałam przedstawić może trochę w humorystyczny sposób zmiany jakie zachodzą na śląskiej wsi. Ostatnio dużo mówi się na temat gwary śląskiej toteż opowiadanie to napisałam takim językiem jakim godajom w naszej miejscowości czyli po śląsku. Zdaję sobie sprawę, że mogą być trudności w rozszyfrowaniu niektórych słów. Tu radzę zajrzeć do dostępnych słowników polsko-śląskich.

Pojechałach se do takigo miasta powiatowego do dochtora. Trefioł mje taki gryfny panoczek a mioł tako kulka ze sitkiym na patyku. Dowo mi ta kulka pod som pysk a jo że niedowidza toż żech myślała że to je lizok. Łokropnie żech sie znerwowała i prasłach mu taszkom w łeb żeby sie spamiyntoł. A łon mi na to że je dziynnikarzym i chce przeprowadzić sy mnom wywiad na tymat naszej miejscowości. Kaj łona leży i tam taki pierdoły. No to jo sie dopiyro wkurzyła i chciałach mu dać drugi roz w łeb no bo przeca ta wieś skond pochodza jeszcze nie leży a stoji miyndzy Kwalowicami a Świyrklanami. Leżom to u nas nieboszczyki na kiyrchowie i jeszcze wom powiym że te nieboszczyki nie dostanom plynckiyrzy na zadku bo szkody górnicze co chwila ich przeciepujom na inszo strona.
          Tyn panoczek boł tak upierdliwy że sie yno wypytywoł jak to u nas z gospodarkom wyglondo.Toż jo mu tyż pedziała że u nas gospodorzy jest tela że idzie ich policzyć na palcach jednej rynki. A jak przidzie do żniw to wrobel musi se klynknąć kejby se podziubać ziorek bo ci nasi gospodorze to łoni sie przełonaczyli na jakiś bizns biznesmynow czy jak tam. Łotwiyrajom rozmańte sklepy a synek łod Tilki to chcioł se łotworzyć sklep ze pokrowcami na cepy. Czujecie a te wszystki stare rupieci i klamory łod gospodorzy zebrali we izbie we szkole i naszkryfali na dzwiyrzach Izba Regionalno, a tera sie aszom jaki łoni to majom zbiory. A wiycie jako momy szkoła. A tako kero zamias dachu mo taki szałfynster jak we domu towarowym, a zamias komina tako wielko ruła bez kiero widać cołki niebo. Padajom na to Obserwatorium Astronomiczne. Byłach se tam łobejrzeć bo kożdy godo że Twardowski siedzi na miesiączku a że jo jest trocha ślepo i niy wziynach breli toż żech nic nie widziała. Jeszcze wom powiym że u nas je wszystko piyrsze. No bo nasza młodzież łoblykała sie po nowymu podług nowej mody. A wiycie moda momy tako kejby pokozać swe wdziynki. Przicasne kiecki i bluski no i widać musi pympki. Nic tu rechtor nie pomoże łod tego boł łojciec matka. Ci to mieli prziwachować w co łoblyko sie jich dziatwa. A, że karlus mo we nosie nieroz i trzi załośniczki a na gowie czub jak tyka galoty jak trzi kapliczki. Kejby te dziecka wyglondały jak sie noleży Dyrektor kozoł uszyć ancugi na jedne kopyto.
          Momy tyż u nas taki piykny zabytkowy kościoł a dzwony jak zacznom dzwonić to narobiom tela butlu że pobudzom wszystkich i to nie je prowda jak kiedyś pokazywali w telewizorze że u nas dopołednia ludzie śpiom. A jakigo momy farorza, niech wszystkim bydzie żol. Kożdy rok je u nas taki Bieg Walyntego i łon co rok przijyżdżo na czym inszym. Roz to przijechoł nowiutyńkom landarom łod fojermanow możno wtoś dzwonioł że Studziynka gore abo co. No a jednym to ło mało to gały nie wylazły na wiyrch a gowy to sie im lotały jak na karasolu łod tej zowiści. No a trza Wom wiedzieć że tyn bieg Walyntego to je skuli tego żeby ludzie pamiyntali takigo ksiyndza kerego te łoszkliwe hachary Husyty zabiły we Studziynce. Bo łon wioz Nojświyntszy Sakramynt do położniczki, a boł taki mondry że go skroł we dymbowej dziupli, kej by go te gizdy niy znodły.
          Acha jeszcze tym panoczek sie mje pytoł po co żech przijechała do miasta przeca i u nas tyż som dochtory. Toż jo mu na to że nasz dochtor ni mog se poradzić i skierowoł mje do specjalisty. Kejbyście Wy wiedzieli jak ta medecyna poszła do przodku. Piyrwej dochtor kozoł mi sie mi seblyc a teraz pokozać yno jynzyk no ale jo se myśla że niy ma tymu winna ta medycyna yno jo już je staro i jak ida do dochtora to bych sie musiała cołko wybiglować.
          Zapomniałach Wom jeszcze pedzieć że tyn panoczek pytoł sie jeszcze jak u nas wyglondo transport. Toż jo mu na to że ludzie przeciapli sie na auta a wszystki fory i koła ludzie se dali do zegrodkow a jo przijechała autobusym. To łon mi na to że mje zaproszo do Poloneza. No to jo dostała takich hercklekotow i rombłach mu taszkom w łeb bo jo tego Poloneza tańcowała kajś czterdzieści rokow nazot. To Łon mi wartko podziynkowoł i pedzioł że już mo doś i s takom babom nie bydzie godoł. Czujecie.
          A jo na koniec chca Wom pedzieć że ta moja wieś to nie je dziura zabito dechami. Bez lato te je tu naprowda piyknie. Cołki zegrodki w kwieciu a przed chałpami pozamiatane. Piyrwej to były tu trzi chałupy na krziż a tera kaj sie yno podziwocie to same wille. Beztoż Ci co tam som na wiyrchu jak przijechali do nas to niy mogli sie nadziwać jako piykno je ta nasza wieś. Toż dali nom za to nagroda za najpiykniejszo miejscowość w wojewodztwie ślonskim, a jo Was zaproszom do nas cojbyście sie przekonali że nie cygania yno godom prowda. Ta wieś to nazywo się Jankowice po naszymu Jonkowice i leży wele gruby ło tej samej nazwie.

Regina Sobik

Opowiadanie to otrzymało wyróżnienie w konkursie Jana Pocka w Lublinie w 2012 r.

zobaczzobacz

zobaczzobacz

zobaczzobacz

zobaczzobacz

Żorskie Folwarki - miasto na bagnach i inne opowieści

Helena wróciła z pracy później niż zwykle. Po całodziennym siedzeniu na kasie bolały ją nie tylko ręce ale cały kręgosłup. - Prysznic, kawka i tapczanik pomyślała z rozrzewnieniem.
- No nie, nie wytrzymam !
Obok z pokoju syna dochodziły jakieś wrzaski i piski. Tomek nastoletni uczeń żorskiego Gimnazjum nawet nie zauważył kiedy matka weszła do pokoju. Mało powiedziane weszła wparowała z taką siłą, że cały dom zatrząsł się w posadach.
- Od dzisiaj szlaban na gry!  przegiąłeś kochany! krzyknęła ze złością wyłączając komputer syna.
- No co? Przecież mówiłaś, że mogę sobie pograć jak tylko zrobię wszystko to co mam napisane na kartce.
Helena spojrzała na korkową tablicę, gdzie punkt po punkcie czarnym mazakiem były przekreślone zadania jakie miał syn do wykonania.

cdn

tedd55 - styczeń 2015

Aktualizacja: 17 listopad 2016